Zdumiewające

To zdumiewające jak błyskawicznie dzielni rebelianci i bojownicy o wolność w Syrii stali się terrorystami i mordercami w Iraku. Czy na niezmierną głupotę polityków, którzy do tego stanu rzeczy doprowadzili, jest jakieś lekarstwo?

Jesteśmy świadkami narodzin morderczego tworu zwanego: Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie (znane też jako ISIL lub ISIS). Wspierani przez USA „rebelianci” z Syrii uderzyli również w Iraku opanowując znaczną część kraju, w tym duże miasto Mosul. Terroryści nie przebierają w środkach: video dla osób o mocnych nerwach (zawiera sceny egzekucji jeńców).
Tyle, że terrorystami stali się dopiero w Iraku, wcześniej ci sami ludzie walczący w Syrii byli „dzielnymi rebeliantami”, a informacje o ich zbrodniach praktycznie nie przebijały się  do „głównego nurtu”. Przeciwnie, próbowano sprowokować międzynarodową interwencję, która miała ich wesprzeć w „walce z reżimem”.

Początek tego horroru to bardzo nieprzemyślana inwazja USA na Irak. Pretekstem była jak pamiętamy „broń chemiczna”, której nie było. O ile obalenie Saddama poszło nawet szybko i sprawnie, to najwyraźniej zabrakło dalszego scenariusza.

Niemal natychmiast powstały partyzancko-terrorystyczne grupy zwalczające Amerykanów. Tymczasem siły okupacyjne popełniły dwa zasadnicze błędy: zażądały rozbrojenia Irakijczyków oraz w początkowym okresie nie stosowały kary śmierci.
Zapewne postępowy Europejczyk powiedziałby, że słusznie. Otóż nie. Broni w rękach cywilów było multum, można było nawet pozbierać sobie bron porzuconą przez dezerterujących żołnierzy Saddama. Co stało się gdy Amerykanie postanowili rozbroić cywilów? Zwolennicy USA złożyli broń, tak jak ich poproszono. Przeciwnicy raczej nie posłuchali. Co więcej, zaczęły się ataki terrorystyczne wymierzone w ludzi sprzyjających zachodowi. Żołnierze koalicji nie byli wstanie pilnowac każdego domu, ludzie, którzy oddali broń, nie mogli obronić się sami, a okupacyjne władze nie stosowały kary śmierci gdy udało się schwytać sprawców. Nie trudno sobie wyobrazić, że sympatia do wyzwolicieli topniała błyskawicznie. Na dodatek strach było się przyznać do popierania Jankesów. Na szczęście nie rozbrojono Kurdów, zaprowadzanie porzadku oparto miedzy innymi na uzbrajaniu lokalnych milicji, a nowe irackie władze przywróciły karę śmierci. Organizm państwowy był jednak potwornie osłabiony, a sam Irak przecież składa się w zasadzie z trzech zupełnie rożnych części” Kurdyjskiej, Szyickiej i Sunnickiej. Trzymanie tych grup w jednym, osłabionym, marionetkowym państwie było zadaniem karkołomnym. Co gorsza, USA zaczęły wspierać islamskich „rebeliantów” w sąsiedniej Syrii. Ci skumali się z islamskimi terrorystami w Iraku, a efektem tej mieszanki jest ISIS i jego zbrodnie. Cytując klasyka: „to nie kryzys, to rezultat”.

Plany ISIS są dalekosiężne, na Iraku i Syrii może się nie skończyć. Tymczasem nasza uwaga skupia się na Ukrainie i skakaniu sobie z Rosją do gardeł. Kompletne wariactwo okłądania się sankcjami zaczeło się po katastrofie malezyjskiego samolotu. Obwinianie Rosji przed zakończeniem śledztwa zakrawa już na ostrą rusofobię. Tym bardziej, że Rosjanie wyjątkowo współpracują: oddali czarne skrzynki itd. Historia pokazuje, że bardzo często sankcje nie zapobiegają wojnom, a wręcz przeciwnie, są jej preludium. Jaki sens ma zaognianie sytuacji? Pytanie zasadne tym bardziej, że sankcje zawsze są szkodliwe dla obu stron, w tym wypadku dla zwykłych Polaków.

Postawa NATO w tych okolicznościach prowadzi wprost do ludobójstwa. Z jednej strony niestety zwiększamy (mówię „my” w rozumieniu NATO) ryzyko otwartej wojny na Ukrainie, a z drugiej tracimy potencjalnego sojusznika – Rosję, w koniecznej rozprawie z ISIS.

Jedynym, kto na tym wygrywa, to Turcja (całkiem przypadkiem kraj NATO). Osłabienie Rosji i Ukrainy zwiększy szanse Turcji na odzyskanie wpływów w basenie Morza Czarnego, a wykrwawienie Kurdów w walkach z ISIS zabezpieczy Turcję przed secesją jej terytorium. Ba, wyniszczenie Syrii i Iraku może otworzyć Turcji drogę do odzyskania wpływów na tych terenach, które przecież nie tak dawno (zaledwie 100 lat temu) były częścią Turcji – Imperium Osmańskiego. Turcja to w swej istocie takie samo imperialne państwo jak Rosja, tyle, że mocniej oberwała i została znacznie bardziej okrojona.

O to chodzi? Kosztem ogromnych ofiar w ludziach hodujemy kolejnego potworka, tym razem tureckiego, z którym będziemy się użerać za 20 czy 50 lat?

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook