X-lecie Polskiej Rzeczpospolitej Unijnej

Może nie wszyscy wiedzą, ale 10 lat temu byłem zdecydowanym przeciwnikiem wejścia Polski do Unii. Brałem nawet udział w publicznych debatach i dyskusjach na ten temat. To były młodzieżowe debaty, np. w lokalnym radiu (było takie 10 lat temu) czy w Klubie Studenckim „Jama” (ktoś „Jamę” pamięta?). Po tej debacie miało być głosowanie publiczności, ale jednak euroentuzjastyczny organizator zapomniał je przeprowadzić… Dziś komentuję tez kontrowersyjny spot promujący X-lecie, mam wrażenie, że robił go jakiś przeciwnik Unii.

Propaganda przedakcesyjna była wszechobecna. Pod pozorem „informowania” angażowano znaczne środki i siły. Z jednej strony nawet sam prezydent straszył, że „poza Unią dni są szare, a noce bezgwiezdne” itp, a z drugiej był huraoptymizm, jak to będzie pięknie, że Unia nam wszystko wybuduje co chcemy, a bezrobocie zniknie. Normalnie cud, miód i orzeszki. W tych okolicznościach osoby występujące jako tak zwani „eurosceptycy” były nieraz postrzegane jak istoty z innej planety. Moje stanowisko odnośnie wejścia do Unii w przedreferendalnych debatach można było streścić tym zdaniem: „Nie. Nie na tych warunkach”. Jedna z ciekawych debat odbyła się w radiu „Fakty” (było takie). Bardzo interesująco wypadła też debata w Klubie Studenckim „Jama”.
W tych dyskusjach unioentuzjaści przekonywali, że dzięki unii będzie wspaniale, „no może nie od razu, ale za 10 lat na pewno”. 10 lat minęło i powiem szczerze, wolałbym nie mieć racji, bo byłoby fajniej, gdyby było cudownie. Niestety nie jest, natomiast to o czym mówiłem w debatach sprawdziło się prawie w 100% o czym poniżej. Wiele mediów do dziś nie chce przyznać, że optymistyczne wizje uniofilów się nie spełniły, zamiast tego chętnie zarzucają nas doniesieniami jak to eurosceptycy się mylili. Doprawdy? Szkoda, że większość mediów nie rozlicza tego jak miało być cudownie i bez bezrobocia oraz, że skorzystamy jak Grecja…ooops, teraz przecież straszy się, że możemy skończyć jak Grecja. No popatrzcie, ile to się zmieniło w 10 lat.

cyprDemotywujące do dalszej integracji? Nie dla wszystkich…

Dyskusje, w których brałem udział były trudne, nie ze względu na merytoryczne przygotowanie oponentów, ale ze względu na jego brak. Młodsi mogą się dziwić, ale wtedy informacje o tym jakie kraje są w UE, jaką mają kuchnię, flagę czy ukształtowanie terenu traktowano jako …informacje o Unii Europejskiej. Do dzisiaj brak jest rzeczowego podejścia do tego jakie straty czy korzyści mamy z Unii.

Ja starałem się opierać na konkretnych informacjach dotyczących wynegocjowanych warunków członkostwa. Podkreślałem też absurdalność postawy prounijnych polityków nawołujących do wejścia do UE „za wszelką cenę” i opierających całą swoją wizję modernizacji państwa na tym, że „unia pomoże”. To zaskakiwało oponentów, którzy byli kompletnie nieprzygotowani na coś takiego. Im się chyba wydawało, ze debata będzie polegała na obiecywaniu raju na ziemi i wyśmianiu „ksenofobii”. Tymczasem ja podkreślałem, że cena jest zbyt wysoka.

Podwyżki podatków i cen
Jednym z głównych argumentów, które przytaczałem przeciwko Unii, przyjętym warunkom i przyjetej przez polską stronę strategii była kwestia podnoszenia podatków. Na tym polu wyraźnie było widać, co oznaczają słowa „za wszelką cenę”. Strona Polska we wszystkich sytuacjach, w których stawka podatku w Polsce była wyższa niż wymagana przez Unię uznawała, że nie trzeba nic robić. W każdym przypadku, gdy polskie stawki były niższe, uznano, że należy podnieść. Pozostawała tylko kwestia czy podnosić natychmiast, czy z okresem przejściowym. Dotyczyło to w dużej mierze podatku VAT czy akcyzy, w tym na paliwa. Skutki były łatwe do przewidzenia: wzrost cen i kosztów utrzymania. Kontrargumentem było zwykle „Nie wierzę, że ceny tak wzrosną, na pewno nie natychmiast!” No cóż, nie mówiłem, ze od zaraz. Jednak np. 5-letni okres przejściowy to żadne pocieszenie. Szczególnie niepokojące były zapowiadane podwyzki podatku na mieszkania, materiały budowlane, usługi budowane (np. remonty szkół i szpitali), książki, czasopisma czy artykuły dziecięce. Głosując za Unią większość zgodziła się na to, żeby mieszkania, książki czy wózki dziecięce były droższe. A teraz bohatersko promuje się upadające czytelnictwo czy robi programy „mieszkań dla młodych” czy zastanawia jak ratować demografię. Może wtedy trzeba było walczyć o wyjątki dla Polski, a nie mówić „musimy wejść za wszelką cenę”? W sumie ciekawe, czy w głośnych protestach przeciwko podnoszeniu stawki VAT na art. dziecięce brały udział osoby, które wcześniej entuzjastycznie popierały Unię?

Ingerencja, limity
Kolejna kwestia to nadmierne ingerowanie w gospodarkę. Nakładane limity produkcji żywności, czyli próba biurokratycznego sterowania, co powoduje wzrost cen żywności i najbardziej odbija się na najuboższych. Poza tym, jeżeli więcej będziemy musieli wydawać na żywność, to mniej wydamy na inne produkty. Liczne normy określające co jak produkować, układać, przewozić. To są głupoty, którymi Unia utrudnia życie przedsiębiorcom w całej Europie.

Emigracja
Jako uniozaletę przedstawiano podczas tych debat, że „młodzi będą mogli wyjechać do pracy za granicą”. W zasadzie niby nie ma w tym nic złego, prawda? Problem w tym, że to była praktycznie jedyna recepta na bezrobocie: „do Unii za wszelką cenę i niech sobie bezrobotni wyjadą”. Ceną było przyjecie warunków ograniczających naszą konkurencyjność i możliwość rozwoju, zwiększania zatrudnienia. Dlatego aż tak wielu ludzi wyjechało i nie zamierzają wracać. Kolejni chcą wyjechać. To nie była tymczasowa emigracja, zeby się szybciej „dorobić”. Dla kraju to jest trwała utrata często ludzi wykształconych, młodych. Uważam, że powinniśmy przede wszystkim działać, żeby tu na miejscu stworzyć warunki do przedsiębiorczości, a nie wypychać ludzi na masową emigrację. Tymczasem energia rządzących była skierowana na „dostosowanie”, wprowadzanie wyższych podatków, większej ilości regulacji. nic dziwnego, ze ponad milion (2 mln?) Polaków uciekło do krajów, które wynegocjowały dla siebie najwięcej wyjątków w całej Unii. Oczywiście przeciętny emigrant tego nie brał pod uwagę, ale myślę, ze dzięki wyjątkom od unijnych regulacji i podatków właśnie te kraje mogły przyjąć imigrantów zarobkowych, którzy pracują teraz na ich dobrobyt. Kwestię emigracji poruszę jeszcze kilka razy, w tym przy okazji opisu spotu promującego X-lecie.

Kryzys systemu emerytalnego
Wypchniecie na emigrację praktycznie całego pokolenia tylko przyśpieszyło nieuchronny upadek systemu emerytalnego. To mówiłem na debatach, ze jeżeli dla młodych ludzi nie stworzy się warunków do życia tu, w kraju, jeżeli nie podejmie sie zmian w systemie emerytalnym, to czeka nas kryzys. Nie będzie z czego wypłacać świadczeń dla emerytów. Jest to o tyle powiązane, że jeżeli receptą na bezrobocie ma być tylko: „młodzi będą mogli wyjechać”, to to jest proszenie się o kryzys. Nie przewidziałem, że można być takim draniem i jednostronnie zmieniać warunki umowy. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że wiek emerytalny został wydłużony dlatego, że ponad 10 lat temu komuś zabrakło wyobraźni i nie widział życia poza Unią europejską.

„Unia nam da”
Znaczna część debaty poświęcona była zwykle temu, że „dadzą nam ojro”. O możliwej genezie takiego nastawienia napisałem nie tak dawno półżartem: Cult Cargo po polsku. 10 lat temu bardzo ciężko było dyskutować z unioentuzjaztami na tym polu. Powtarzali w kółko: dostaniemy kasę i skorzystamy tak jak Grecja czy Hiszpania. Dziś to brzmi już całkiem inaczej, ale wtedy wielu przekonywało. Podkreślałem, że pomimo „funduszy” kraje Unii  wcale nie rozwijają się dynamicznie. Wręcz mówiłem, ze ten system dotowania inwestycji, gdzie wniosek oceniają biurokraci, może wstrzymywać przepływ pieniędzy, spowalniać realizację inwestycji. Na dodatek może to prowadzić do błędnych wydatków  będą powodowały wielomilionowe straty (teraz mamy w Krośnie dofinansowany z Unii CDS, który przynosi straty i obciąża budżet, a nie mamy szans na dofinansowanie lotniska, które jest kluczową inwestycją dla rozwoju Miasta). Przez to ten system może być jedną z przyczyn, że unia wcale nie rozwija się dynamicznie. Tak, jest bogata. Ale te państwa były w większosci już bogate, zanim przystąpiły do integracji. Na to unioentuzjasta mi się roześmiał, że wygaduję głupoty bowiem „fundusze unijne są żeby przyspieszać rozwój, to jak mogą spowalniać?” Wytłumaczenie mu rozróżnienia pomiędzy „celem” i „funkcją” przerosło możliwości tej debaty. Moderator bodaj uznał, że to nie w temacie. W ogóle fundusze miały nas rozbudować i zlikwidować bezrobocie, „no może nie od razu, ale za 10 lat na pewno”. Zatem spróbowałem wiec innego argumentu. Powiedziałem, że od ponad 10 lat jeden postkomunistyczny kraj już jest w Unii i jakoś bezrobocie tam nie zniknęło. Rozmówca znowu uśmiał się serdecznie, twierdząc, że kłamię, bo żadne postkomunistyczne państwo nie jest członkiem Unii. Odparłem: „wschodnie Niemcy” i go trochę zatkało. Mówiłem dalej: „w chwili zjednoczenia postkomunistyczne wschodnie Niemcy znalazły się w Unii. Dostały gigantyczną pomoc, o wiele większą, niż fundusze, na które może liczyć Polska, prawda? (potwierdził), a dziś (tzn.  w trakcie debaty) we wschodnich landach Niemiec bezrobocie sięga nawet 13%. Mamy przykład postkomunistycznego kraju, chcemy robić to samo co zrobili oni, tylko przy mniejszej pomocy, więc dlaczego mamy oczekiwać, że u nas się uda, skoro u nich się nie udało?” Nie znałem wtedy sławetnego cytatu z A. Einsteina (Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać rożnych rezultatów„), ale byłby jak znalazł. Mówiłem też, że pewnie połowa tych środków będzie wracać do państw zachodnich (myliłem się, nie doceniałem Niemców, z każdego ojro podobno wyciągają z powrotem dla swoich firm aż 89 eurocentów), a składki na to trzeba będzie płacić (w tym na „rabat brytyjski”, bo bogaci Anglicy wtedy jeszcze składek nie płacili). Powiedziałem też, że pomimo masowej emigracji za 10 lat bezrobocie będzie na poziomie 10-13%. Unioentuzjasta odpowiedział, że „na pewno nie i zobaczymy za te 10 lat”. Na tym dyskusja się skończyła, a teraz zobaczyliśmy.

sun tzuJuż o tym robią demotywatory. Niby chodzi o rozwój, a wychodzi sabotaż.

Shengen-srengen
Następna uniozaleta to swoboda przemieszczania, mylona trochę (a nawet bardzo) ze zniesieniem kontroli granicznych pomiędzy państwami układu z Shengen. Swoboda przemieszczania osób polega na prawie do zmiany miejsca zamieszkania i podjęcia pracy w dowolnym państwie członkowskim Unii. Układ z Shengen mówi o zniesieniu kontroli granicznej, pomiędzy państwami strefy shengen. W strefie są nie tylko państwa Unii. Co więcej, Wielka Brytania i Irlandia są poza strefą Shengen, chociaż są w Unii. Jak na ironię, to tam najwięcej naszych rodaków skorzystało ze swobody przemieszczania. Dyskusja w tym temacie sprowadzała się zazwyczaj do wyjaśniania nieporozumień, do tłumaczenia uniofilom, że można być poza Unią i być w Shengen oraz, że tak naprawdę zniesienie kontroli granicznych to nie jest aż taka rewelacja, bo kontrole będa mogły być prowadzone wewnątrz kraju. I tak się działo, po wejściu do Shengen polskie autokary nie były kontrolowane na niemieckiej granicy, tylko na jakimś parkingu 5 km dalej.

Spot zrobili ukryci uniosceptycy?
Spot zrobiony na 10-lecie mnie bardzo zaskoczył. Spodziewałem się propagandy unijnego federalizmu na wysokim poziomie, a tu takie coś? Internauci już obśmiali, ze to niby przed wejściem do Unii nie było u nas koncertów i zboża? Mnie to wręcz wygląda na robotę uniosceptyków, którzy federastom podłożyli przysłowiową „świnię”.
Mógłbym powiedzieć, że dobór obrazków do spotu jest fatalny, gdyby nie to, że jednak podprogowo pokazuje trochę prawdy. Obrazki sprzed akcesji pokazują ludzi, którzy starają się wzbogacić, pracują, własnymi siłami poprawiają swój los. Obrazki po akcesji pokazują głównie zabawę, wiatraki (pewnie niemieckie) i most oddany przed wejściem do Unii. To wręcz to, co w uproszczeniu mówiłem na przedreferendalnych debatach: Unia przeżera dobrobyt, a nie tworzy go. Europejskie społeczeństwa bawią się przejadając dobrobyt wygenerowany przez swoich przodków i na koszt przyszłych pokoleń. To jest droga do upadku, a nie rozwoju.
Wiecie, że piosenka „Hey Jude” jest zainspirowana cierpieniem dziecka z powodu rozwodu? W sytuacji gdy ponad milion Polaków jest na emigracji, a demografowie alarmują, że co trzeci związek emigracyjny się rozpada z powodu rozłąki, wybór tej piosenki to naprawdę jakiś perwersyjny czarny humor. No ale jak już wybrano tę piosenkę, to popatrzmy na tekst. Są tam takie słowa, nie ma ich w spocie, ale to ta sama piosenka, więc „uznaję”:

So let it out and let it in
hey Jude, begin, you’re waiting for someone to perform with.
And don’t you know that it’s just you?
Hey Jude, you’ll do, the movement you need is on your shoulder.

Ktoś to przetłumaczył jako:

„Czekasz na kogoś, kto to wykona razem z tobą.
A czyżbyś nie wiedział, że to tylko ty?
Hej, Jude, ty sam wystarczysz,
ruch, którego potrzebujesz, jest na twoim ramieniu.”

No właśnie Polsko, „Czekasz na kogoś, kto to wykona razem z Tobą. A czyżbyś nie wiedziała, że to tylko ty? Hej, Polsko, ty sama wystarczysz!” Nie ma co liczyć, że dobrobyt spadnie nam z nieba, nie ma co się łudzić, że dobry wujek Niemiec przywiezie nam go w dotacjach.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Szpieg 20 maja 2014 Odpowiedz

    Gdzie ja bym teraz był, gdyby nie ta Unia… 😀
    Kurczę, to już faktycznie 10 lat jak się nią zajmuję.
    Co do absurdów to masz sporo racji. Zwłaszcza odnośnie Niemców odzyskujących kasę. Robią nam drogi, budują mosty, sprzedają innowacje technologiczne. Łebscy są.
    Inna sprawa, że ja po prostu nie wierzę, że Polacy są w stanie zorganizować coś i zbudować coś naprawdę trwałego i działającego. Przestać się kłócić, robić sobie nawzajem pod górę, wybierać idiotów do władz, ciągle tych samych. Podejrzewam, że gdyby nie regulacje i dystrybucja kasy przez Unię, to my akurat i tak gówno byśmy mieli. Czesi i Węgrzy owszem, daliby bez Unii radę (Węgrzy dają i w Unii, świetnie „grają” z Unią, Orban rules!), ale my mielibyśmy jumę i zgliszcz. I jeszcze do tego ekstra dwa miliony wściekłych bezrobotnych.
    Raz tu chyba Cobra zajrzał. Ciekawe czy napisałby, że woli żeby nie było Unii 😀

  • Yeri 20 maja 2014 Odpowiedz

    Hm, Szpiegu. Jako zdeklarowany eurosceptyk (głupia nazwa, jestem sceptyczny wobec UE a nie kontynentu) jestem przeciwny unijnym kretyństwom i naszej w tym obecności. Oczywiście zdaję sobie świetnie sprawę, że samo „niebycie” w UE niczego nie rozwiązuje, a wręcz przeciwnie, bo, jak napisałeś, sami musielibyśmy coś sensownego ogarnąć. Jak wiesz moja rodzinka też dzięki otwarciu granic siedzi sobie za granicą- już na stałe i sobie tam żyją tak, jak wcześniej tu nie mogli. Więc się z tego cieszę oczywiście. Jednak to w żadnym stopniu nie jest argument za UE.
    Primo- owszem, siedzą sobie w kraju w którym jest lepiej. Ale niestety i u nich robi się pomału coraz gorzej, że to dzięki unijnym pomysłom, to chyba nie muszę dodawać.
    Secundo- odkąd zaczęliśmy się rządzić samodzielnie nasza polityka nastawiła się na UE- byle się tam dostać, klapki na oczach i wszystko na tą melodię, więc ciężko stwierdzić, czy tak naprawdę byśmy sobie nie radzili bez UE, uważam, że gdyby nie było tej nęcącej wizji dopłat i stołków w Brukseli, to wtedy by się zobaczyło do czego jesteśmy zdolni. A tak z góry przyjęto socunijną politykę, no bo trzeba tam iść, udupiono w ten sposób wszystkie sensowne rozwiązania o których całkiem sporo osób wspominało i zresztą dalej wspomina, a wyborców odmóżdżyło się wizjami dopłat i nonsensowną gadką o solidarności narodów. Efekt taki, jak raczyłeś zauważyć 🙂
    Ergo- dalej pozostaję zdecydowanym sceptykiem wobec UE, która będzie konsekwentnie biednieć, słabnąć i mordować swoich własnych obywateli aromatem cynamonu niemalże identycznym z naturalnym.

  • Yeri 20 maja 2014 Odpowiedz

    Zresztą, co tu dużo gadać. Jak byłem w LO koleżanki jeździły pracować do Grecji. Teraz…
    Zresztą to wszędzie tak działa. Polecam filmik:
    http://www.youtube.com/watch?v=Lb4ROqJWNuo

    A więc: Polsko! Unio! Psie Sabo! Nie idźcie tą drogą!!!

  • Szpieg 21 maja 2014 Odpowiedz

    Cóż, ja mam do Unii tyle sentymentu, ile do Ciebie ma sentymentu wgryziony w Ciebie kleszcz 😛
    Co nie zmienia faktu, że w Polaków nie wierzę 🙁 Bliżej nam do tych cholernych Ukraińców, niż do Czechów czy Węgrów …

  • Piotr 21 maja 2014 Odpowiedz Author

    Cobra z zagranicy lajkuje uniosceptyczne linki na fb.
    Tymczasem jak ostatni raz rozmawiałem z bratem Yerego, to mówił, ze chętnie by tu wrócił, do Polski pod Rymanów…ale nie ma do czego wracać jak się porówna warunki ekonomiczne. Tyle chciałem dodać.

  • Yeri 22 maja 2014 Odpowiedz

    Szpiegu- haha, no dobrze powiedziane z tym kleszczem. Dzisiaj gadałem z kolegą (o, sory, już wczoraj), który ma własną działalność i ciągnie dotacje z unii, sam jest eurosceptykiem, ale mówi, że jak już w tej unii jest, to co ma robić, musi o te dotacje walczyć, chociaż jest wszelkim dotacjom przeciwny. I świetnie rozumiem tak jego jak Ciebie. Ale to właśnie Twoje opowieści z tymi dotacjami unijnymi to jest najlepszy argument przeciwko takim dotacjom. Groza!! 🙂
    Hauer- no dokładnie, masa naszych wspólnych znajomych wybyła za granicę i nie wracają, bo nie mają w Polsce szans na taki poziom życia jak za tam. A przykład Czech pokazuje jak łatwo można coś poprawić, nawet będąc w UE. Zresztą wcale nie trzeba być w UE, żeby otworzyć sobie unijne granice, patrz np Norwegia. Ale jesteśmy w UE, łykamy wszystko jak pelikany, no i efekt taki, że nie ma do czego wracać 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook