Wielkanoc, wolność słowa i mowa nienawiści

Wolność słowa to jedna z wartości, która większości ludzi podoba się tylko połowicznie. To znaczy: dobrze jest wyrażać własne zdanie, ale jak inni zaczynają wyrażać swoje to już nie jest tak fajnie. Wtedy to już często nie jest wolność słowa, tylko „mowa nienawiści”. Jaka powinna być granica wolności słowa? Czy w ogóle powinna być?

Wolność słowa jest bardzo fajna, można swobodnie wyrażać myśli i poglądy, oceniać co nam się podoba, a co nie. Na ogół jednak przestaje być fajna gdy ktoś inny ocenia to co akurat my bardzo lubimy, albo z czym się identyfikujemy. Wtedy zaczyna się mowa nienawiści, obrażanie uczuć religijnych, albo co gorsza jakaś królikofobia czy coś podobnego.

Pilipiuk o tęczyPilipiuk w dobrej formie 🙂

„Wolność słowa” staje się zatem kartą, która zagrywana jest przez tę stronę, dla której akurat jest wygodna. Dzięki temu ta sama osoba może obrażać innych w imię wolności słowa, ale równocześnie domagać się karania innych za „obrażanie i mowę nienawiści”. Na skrajny przypadek trafiłem na pewnym upadłym forum, gdzie swobodnie można było opowiadać kawały bazujące na stereotypie, że Polacy to złodzieje, ale za kawał o gejach i seksie analnym, dostawało się bana. Dlaczego? Bo: „nie wszyscy geje uprawiają seks analny, a taki kawał bazuje na stereotypie, że to robią, tym samym jest to obraźliwe dla jednego zdeklarowanego geja – uczestnika forum”. O logikę tu nie pytajcie, ja się nie doszukałem. to czy coś kogoś obraża czy nie, zależy w ogromnej mierze nie od nadawcy, a od odbiorcy. Jeden przykład był powyżej, ale najbardziej skrajnym był chyba prof. Hartman (zadeklarowany ateista) twierdzący, że ateistów obraża określenie „bezbożnik”. W ten sposób to można już dosłownie wszystko podpiąć pod „mowę nienawiści”, włącznie z nazywaniem katolików-chrześcijanami, Żydów-Żydami, czy homoseksualistów gejami. To ostatnie już zresztą opuszcza sferę żartu i faktycznie określenie „ty geju” staje się pejoratywne i obraźliwe. Wszystko zależy głównie od wrażliwości odbiornika, zatem bliscy jesteśmy zakazu mówienia czegokolwiek.

Co jest znamienne, to akurat dominujące w Polsce chrzescijaństwo powinno być wyjątkowo odporne na obrażanie. Sięgnijmy do źródeł: Ewangelia Mateusza 5, 11-12 „Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na Was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.”

Tekstów w podobnym tonie znajdziemy w Nowym Testamencie o wiele więcej. Chrześcijaństwo jest wyjątkowo odporne na wszelkie prześladowania, szczególnie słowne. Obchodzona co roku Wielkanoc powinna o tym wyraźnie przypominać. To dopiero powiązanie władzy z Kościołem sprawiło, że przez liczne stulecia karano za bluźnierstwo czy herezję. Dziś Kościół raczej za to przeprasza. Pozostałością jest jednak ściganie za „obrazę uczuć religijnych”. Daje to również podstawę do ścigania za obrazę różnych innych uczuć czy za tzw. „mowę nienawiści”.
Czy za słowa, w tym za wyrażane poglądy, powinno się karać? Podkreślam tu kwestię poglądów, bo często to co dla jednej osoby jest poglądem, dla innej jest „mową nienawiści” lub „bluźnierstwem”, zależy od „wrażliwości odbiornika”. Myślę, że nie powinno się karać. Szczęśliwie dominująca religią w Polsce nie jest islam, którego fanatyczni wyznawcy w swoich krajach obcinają głowy za nieprawomyślne poglądy (a na zachodzie udowadniają swoje pokojowe zamiary np. poprzez zastrzelenie reżysera na ulicy). Dominująca w Polsce religia ma długą tradycję znoszenia, a nawet cieszenia się z prześladowań. To powinno sprzyjać wolności słowa, wystarczy, ze lewica zaakceptuje, ze jeżeli wolno krytykować religię, papieża czy wprost wyśmiewać „czarnych wieprzy w limuzynach”, to komunistyczny dyktator, geje czy ministrowie rządu też nie mogą być „świętymi krowami”. Więc jak? A, już rozumiem, nie o taką wolność słowa walczycie…

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Szpieg 27 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Królikofobia jest niewybaczalna!!! 🙂

  • Szpieg 27 kwietnia 2014 Odpowiedz

    A jak ja chodziłem do podstawówki, i określenia gej a nawet pedał były jeszcze słabo rozpowszechnione, to wyzywaliśmy się: „Ty STIWENIE!”. Osoby urodzone w latach dziewięćdziesiątych mogą już nie zatrybić o co chodziło 😛

  • Piotr 27 kwietnia 2014 Odpowiedz Author

    Jak nie zatrybi, to go nie obrazisz i nie będzie mowy nienawiści. Proste.

  • Mitz 28 kwietnia 2014 Odpowiedz

    Z tymi poglądami i wolnością to faktycznie ciekawa sprawa, niestety raczej problematyczna. Odruch mówi że wyrażanie swoich poglądów i wolność słowa są dobre. A jeżeli te poglądy to faktycznie szczucie osoby lub danej grupy? Jeżeli to publikacja prywatnych danych, zdjęć albo publiczne nawoływanie do linczu? Akceptując wszystko, stwierdzamy że nazizm jest ok. Robiąc wyjątki gwałcimy wolność słowa.

    Problem jest o tyle fascynujący że globalny dostęp do informacji (internet) to przeskok jednego pokolenia. Dwadzieścia lat temu np. bycie nielubianym w szkole było sprawą lokalną, teraz haterzy dostali do ręki medium dzięki któremu mogą zatruć komuś życie, praktycznie bez ryzyka.
    Teraz nawet kontrowersyjne poglądy mogą być głoszone publicznie i nie musisz już stawiać skrzynki w Hyde Parku.

    Żeby nie było niedomówień: to nie jest złe zjawisko, jestem wręcz zwolennikiem agresywnej wolności słowa. Po prostu dyskusja jest na czasie i wierzę że świat zostanie zmuszony do wypracowania jakiegoś mechanizmu obronnego.

  • Piotr 28 kwietnia 2014 Odpowiedz Author

    Publikowanie czyiś prywatnych danych czy kłamstw na czyjś temat to nie to samo co głoszenie poglądów. Te rzeczy można rozdzielić 🙂

  • Mitz 29 kwietnia 2014 Odpowiedz

    A ja mam wrażenie że nie jest to trywialne.

    Sam napisałeś w powyższym poście o podwójnych standardach i o tym jak subiektywni bywają ludzie w swoich opiniach.
    Problem właśnie w tym że linia pomiędzy wolnością słowa a jej nadużyciem jest cienka.

    Czy czyjś profil na FB to prywatne dane? Czy zdjęcie które kiedyś wrzuciła do sieci jest prywatne? Czy nazwanie jakiejś grupy „bandą oszołomów” łamie prawo do wolności słowa?

    Nie chcę się kłócić o konkretne sytuacje, tylko pokazać przykłady. Nasze poczucie prywatności i wrażliwość wykształciły się w trochę innych czasach i będą musiały jakoś dostosować się do nowych warunków 🙂

  • Piotr 30 kwietnia 2014 Odpowiedz Author

    Aczkolwiek dziś niemal nie został pobity rekord „bezbożnika Hartmana”. Katolik poczuł się urażony przytoczeniem fragmentu NT w dyskusji. Cytuję: „Tak, na pewno wdam się w dyskusję wklejając cytaty z biblii. Za stary na to jestem. Na kwejka z tym.” Wyborne. Ateista obraża się za nazwanie go bezbożnikiem, a chrześcijanina obrusza przytoczenie słów Jezusa 😀 Ten sam człowiek we wcześniejszej wypowiedzi argumentował, że swoje stanowisko opiera na „biblii”. Może mu o inną jakąś chodziło :D?

  • Piotr 30 czerwca 2014 Odpowiedz Author

    Teraz jest szopka wokół jakiegoś teatrzyku. „Golgota Picnic” czy jakoś tak. Podobno obraża chrześcijan, a chrześcijanie protestują. Niebywałe. Przecież Pismo ostrzega, że będą obrażani oraz naucza, że powinni się cieszyć i radować z prześladowań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook