„A bo to Twój kolega…”

Jacyś „szpiedzy z krainy deszczowców” ukrywający się pod enigmatycznymi nickami prowadzą stałą kampanię pomówień i dezorientacji pod płaszczykiem dbałości o prawdę. Co ciekawe żadna z tych osób nie ma odwagi wystąpić otwarcie, działają tylko zza monitora, chociaż piszą prezentując się jako osoby doskonale zorientowane w miejskiej tematyce. Podstawową przyczyną jest zajęcie się przeze mnie „sprawą Hejnara” w 2010 roku. Ktoś ma mi to bardzo za złe. Jak nie zadziałały telefony i prośby w tonie „kurwa nie piszcie o tym”, to stosowane są jakieś dziwaczne podchody „hejterów”.

plotkiPrawda o plotkach na motifake.com

„A bo to Twój kolega…”
Najbardziej w tym wszystkim śmieszy mnie zarzut, że zająłem się tym tematem bo Janusz Hejnar to rzekomo mój kolega. Dla mnie to śmieszne, ale w sumie, jak w 100 komentarzach ktoś podpisujący się różnymi nickami coś takiego napisze, to jeszcze może kogoś przekonać. Otóż zaznaczam wyraźnie: przed 2010 rokiem nie znałem Janusza Hejnara. Żeby było śmieszniej, to pare lat wcześniej mój tato startował w wyborach z komitetu prezydenta Przytockiego, a i ja brałem udział w kampanii. Tak, jestem na zdjęciu na ulotce wyborczej P. Przytockiego z 2002 roku. Może dlatego komuś się wydałało, ze wystarczy powiedzieć: „nie piszcie o tym” i nie napiszemy?
Sama „sprawa Hejnara” ciągnie się gdzieś od 2008, a dopiero w 2010  nabrała trochę rozgłosu bo pojawiła się na sesji Rady Miasta. Pewnie gdybym był kolegą Janusza, to dowiedziałbym się o niej już ze 2 lata wcześniej, no ale nie było takiej opcji bo go nawet nie znałem. Te zarzuty o koleżeństwo są szczególnie śmieszne w kontekście tego, jak doszło do ujawnienia danych osobowych oskarżonego Hejnara. Otóż w trakcie rozprawy w Sądzie Rejonowym w 2010 roku zostałem pouczony przez Sąd, ze oskarżonemu przysługuje ochrona danych osobowych i wizerunku. Pan Janusz podszedł po rozprawie i poprosił, żeby nie pisac o nim „Janusz H.” i nie pokazywać go z prostokątem na oczach, bo on nie chce być tak pokazywany. „Jak już, to dajcie normalne zdjęcie i całe nazwisko” – powiedział. Myślę sobie, mam tu przed sobą obcego faceta, którego dobrze mi znany prezydent oskarża o oszustwo i tenże facet mnie tu podpuszcza na coś, za co będę mógł zdrowo beknąć, jeżeli zmieni zdanie. Przecież ja nie znam sprawy (na tamtym etapie mało co wiedziałem), a on może przegrać i później mnie skarżyć o to, że ujawniłem dane. Poprosiłem zatem, żeby taką zgodę na publikację danych osobowych dostarczył redakcji na piśmie. Bardzo po koleżeńsku, prawda? Szczerze mówiąc tak całkiem po ludzku to miałem w 2010 roku poważny dylemat. Z jednej strony był znany mi prezydent i znani mi urzędnicy, w tym tato mojego kolegi (!), a z drugiej jakiś obcy facet oskarżany o „podżeganie do przestępstwa”. Postanowiłem jednak opisać sprawę, w możliwie obiektywny sposób, niezależnie od wszelkich powiązań i sympatii ze względu na czytelnika, zwykłego obywatela, który ma prawo wiedzieć co robią jego przedstawiciele. Zdecydowałem, że opisze tę sprawę, aż do wydania ostatecznego wyroku wraz z jego uzasadnieniem. Zatem opisałem zarówno wyrok uniewinniający z 2010 jak i jego uchylenie w 2011 i opiszę każdy następny. Przy tej okazji przypominam, ze mój redakcyjny kolega odebrał przy okazji naszych publikacji telefon, przez który życzliwa osoba poinformowała go: „Nie piszcie o tym bo inaczej skończy się przyjaźń z Urzędem Miasta”. Zatem w tej sprawie interes można mieć raczej w milczeniu, a nie opisywaniu.

„…partyjny kolega”
Różni agenci cienia jak już bardzo jadą po bandzie, to atakują, że niby Janusz to mój „partyjny kolega”. Tyle, że to niemożliwe, bo ani ja, ani Hejnar nie należymy do żadnej partii. Takie teksty traktują jako zwykłe pomówienia, bo nigdy w żadnej partii nie byłem. Autorzy tych wpisów pozują na bardzo zorientowanych, więc powinni wiedzieć, ze startowanie z jakiejś listy nie jest równoznaczne z członkostwem w partii. Powiem więcej, ja wyraźnie  podkreślałem, że nie jestem w partii bo się z nią nie identyfikuję. Tylko raz rozważałem zapisanie się do partii politycznej i była to Platforma Obywatelska. Namawiał mnie do tego śp. Sebastian Wójcik – człowiek niezwykle uczynny, uczciwy, szlachetny i pracowity, a przy okazji członek PO. Było to przed 2007 rokiem, czyli w czasie gdy PO jeszcze nie pokazała swojej najgorszej strony, była opozycją wobec rządzącego PiS-u. Tak, gdy rządził PiS byłem zapraszany do członkostwa w opozycyjnej PO i prawdopodobnie gdyby nie tragiczna śmierć Sebastiana to wypełniłbym deklarację, bo tego dotyczyła nasza ostatnia rozmowa przed feralną nocą Sylwestrową. Autorzy internetowych anonimów są tak doskonale zorientowani, że powinni o tym wiedzieć, a jeśli wiedzą, to zwyczajnie kłamią rozsiewając swoje ploteczki.
Mój start w wyborach 2010 roku był spowodowany tym, ze chciałem przyczynić się do przestrzegania podstawowych zasad w krośnieńskim samorządzie. Tak, żeby działania rady były transparentne, żeby nie ukrywano terminów i protokołów Komisji, żeby przed głosowaniem radni zapoznawali się ze stanem faktycznym, żeby nie marnowano środków na chybione inwestycje byle tylko wydać (jak na tę nieszczęsną ścieżkę zdrowia na Zawodziu) itd. Żeby nie było takich skandalicznych akcji jak na sesji w „Puchatku”. Chodziło o wprowadzenie normalności do tego samorządu, a nie o jakąś partię. Niestety ordynacja wyborcza jest taka, że człowiek musi startować z jakąś „bandą”, a tu wybór był niewielki (w mniejszej gminie mógłbym startować sam, bo tam są jednomandatowe okręgi). Był komitet, którego działalność piętnowałem, wiec odpada. Był bardzo radykalny komitet Mieszkańców, z którym bym się nie dogadał co do wielu ważnych punktów no i dwa komitety partyjne: PO i PiS. Tyle. I uwaga, chciałem startować z komitetem PO, bo programowo ta formacja była mi bliższa i niezależnie d tego co Tusk wyprawia, to tu w lokalnych strukturach miała nadal wielu wartościowych ludzi. Trudną decyzję o rezygnacji ze startu z komitetem PO, a wsparciem ekipy pod szyldem PiS podjąłem gdy Platforma poparła prezydenta jako swojego kandydata na prezydenta. Na współpracę w kampanii nie narzekam, miałem swój wpływ na program komitetu, który uważam, że udał się bardzo dobrze. Był bardzo pozytywny, przyjazny dla mieszkańców i przedsiębiorców, a częściowo jest nawet realizowany. Udało mi się też przekonać niektórych działaczy PiS, ze mówienie o Smoleńsku w kontekście wyborów samorządowych to nie najlepszy pomysł, po niełatwej dyskusji ustąpili.

kamizelka…i jeszcze wójt burmistrz i prezydent. Rozpowszechniane na fb.
Polskim politykom i samorządowcom za bardzo wydaje się, że są władzą, a nie pracownikami.

„Reklamę mu robicie!”
Kolejny zarzut też jest zabawny. Otóż te same (!) osoby, które twierdziły, że Hejnar to oszust, który chce odszkodowanie wyłudzić, a nie otwierać piekarnie, twierdzą teraz, że „robię mu reklamę”. Zdecydujcie się kochani, jeżeli uważacie go za przestępcę i jeżeli macie rację, to ujawnienie informacji o tym jest antyreklamą. Nagłośnienie tej sprawy może być reklamą dla Hejnara tylko pod jednym warunkiem: że jest oskarżony niesłusznie. Przecież gdyby był winny, gdyby na jesieni w 2010 roku zapadł wyrok skazujący Hejnara, to byłby dla niego koniec kariery w biznesie i w samorządzie. Z pewnością uderzyłoby to w komitet, który wystawił go w wyborach i zapewne o takim wyroku chętnie napisałby media przychylne krośnieńskiej władzy samorządowej. To czy opisywanie tej sprawy jest korzyść Hejnara (robi mi reklamę) tak naprawdę zależy tylko od tego czy on jest winny, czy niewinny. Moi drodzy i doskonale zorientowani w sprawach Miasta i Jego Mieszkańców komentatorzy, czy zatem waszym zdaniem oskarżenie jest niesłuszne? Samo to, że opisujemy sprawę, w której Gmina Krosno jest oskarżycielem posiłkowym nie powinno dziwić w krośnieńskim portalu zajmującym się między innymi tematyką samorządu lokalnego. Zaskakujące jest raczej przemilczenie tematu w innych mediach, nawet w chwili gdy zapada wyrok w sprawie.
Tak, to przedstawiciele gminy, w naszym imieniu, ciągną ten proces. My jako gmina mamy pełne prawo znać jego przebieg. Czy ktoś potrafi podać chociaż jeden argument uzasadniający dlaczego dziennikarze mieliby tego nie relacjonować? Powtarzam: relacjonować, bo przecież my nie wydajemy wyroku.

„Gdzie obiektywizm?”
Napastliwi komentatorzy zwykli zarzucać „brak obiektywizmu”. Zarzutu tego nigdy nie podparli żadnym merytorycznym argumentem. Samo zrelacjonowanie stanowiska oskarżenia i obrony jest przecież obiektywne. Potraficie wykazać np. celowe ukrycie jakiegoś faktu? Przemilczenie istotnej informacji w sprawie? Nie? To o co chodzi? Naprawdę serdecznie zapraszam te wszystkie osoby do zapoznania się z protokołami z komisji i sesji Rady Miasta dotyczącymi tej sprawy oraz o prostą i obiektywną ocenę: czy uczciwy obywatel Krosna może chcieć, by jego samorząd funkcjonował w ten sposób? Właśnie tam jest pokaz braku obiektywizmu, gdy w protokole z Komisji z marca 2010 czytamy porównanie starej i nowej trasy drogi G według pana Słysia. Jak mniemam wspomnienie o tym fakcie jest „nieobiektywne”, natomiast najbardziej obiektywne co można zrobić to milczenie? Cytuję wypowiedzi, przedstawiam informacje na podstawie dokumentów. Proszę zwrócić uwagę, że jeszcze nikt w tej sprawie nie próbował żądać ode mnie sprostowań. Tylko jakieś anonimy próbują sugerować, że coś jest „nieobiektywnie”. Jeżeli coś przekłamałem to proszę wskazać gdzie, chętnie poprawię.  Poza tym jest taka ustawa: prawo prasowe regulująca tryb sprostowania. W razie czego możecie iść do Sądu. Zapraszam. Dlaczego tego nie zrobicie, tylko bawicie się w jakieś pozbawione konkretów anonimy w Necie?

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Yeri 9 marca 2014 Odpowiedz

    Nigdy nie ma lekko jak się zadrze z „układem”. Takim lokalnym również. „Układ” jak to ma w zwyczaju atakuje „prawem” (jak Janusza, ciągając go po sądach i odwołując się w razie niekorzystnej decyzji) i „lewem”, jak w Twoim wypadku, czyli za pomocą szkalowania i obmowy, w czym bardzo pomaga anonimowość internetu.
    Swoją drogą to nawet gdyby Janusz był faktycznie Twoim kolegą, to co z tego? Krosno nie jest duże, wielu ludzi się zna, jak Twój kolega znajdzie się w podobnej sytuacji to już nie wolno Ci o tym napisać?
    Mam nadzieję, że „sprawa Hejnara” znajdzie szybko swój finał, bo ciągnie się zdecydowanie za długo. Jeśli, jak sądzę, sądy przyznają rację Hejnarowi, to ciekawe czy będą wyciągnięte konsekwencje wobec kogokolwiek z urzędu? Bo jeśli Hejnar wygra, to będzie ewidentnie świadczyć o złej woli kogoś (grupy osób najpewniej) we władzach lokalnych. Stąd ta nagonka zapewne.

  • dino 9 marca 2014 Odpowiedz

    Na bank stąd ta nagonka, hah, komuś się grunt pod nogami pali i się ciska jak może. Ciekawe ile nicków jest z IP Urzędu Miasta?

  • Piotr 11 marca 2014 Odpowiedz Author

    Yeri: nie ważne kto znajdzie się w podobnej sytuacji: „nie piszcie o tym kurwa!” i koniec 🙂

  • Yeri 12 marca 2014 Odpowiedz

    Hehh, no tak, ciekaw jestem jak się to przełoży w najbliższych wyborach samorządowych?

  • ichCIEN 12 marca 2014 Odpowiedz

    pełna racja Panie Dymiński !

    „kogoś” bolą artykuły o kompromitacji, stąd te „anonimy” i pomówienia oraz insynuacje;

  • Piotr 9 kwietnia 2014 Odpowiedz Author

    Na KrosnoCity.pl kolejny art o tym w jak żenujący sposób Urząd Miasta wałkuje temat piekarza z Krosna. Człowiek jest oskarżany już od 6 lat, a proces jest przeciągany na wszelkie sposoby. Ostatnio oskarżenie zgłasza wnioski dowodowe nie związane bezpośrednio ze stawianymi zarzutami, a nawet wnioskuje o przedstawienie dokumentów z UM, co do których nie wiadomo czy istnieją. Jaki komentarz pojawił się pod artem? „Ktoś anonimowy” zarzucił, że to portal jest „żałosny” i „wałkuje jeden temat”! Tak, to nasza wielka wina, że w Sądzie toczy się sprawa o zlikwidowanie nowego zakładu pracy w Krośnie, a oskarżycielem jest Urząd Miasta! Nasza wielka wina!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook