„Mat za trzy ruchy”

„Łamanie zasad”, „Powinni się dogadać”, „Sikorski pilnie wraca…”, „Świat na krawędzi”… szanowny rządzie, Rosja was ograła jak małe dzieci. Putin mówi: „mat w trzech ruchach”, a Europa się rozgląda i nie pojmuje: „Co? Jak? Gdzie??”

faktoid

Satyra „Faktoidu”. Rzeczywistość może ją przebić.

Jest taka pochodząca ze wschodu gra planszowa, którą Rosjanie opanowali w stopniu doskonałym. Nazywa się szachy. Podczas gdy pomiędzy przeciwnikami o dużej różnicy umiejętności, może zdarzyć się, że lepszy gracz ogłosi np. „mat za trzy ruchy”, co oznacza, że bez względu na to, co zrobi przeciwnik, on i tak wygra w najbliższych posunięciach. Mam wrażenie, że właśnie to Zachodowi ogłosił Putin zwracając się o zgodę na użycie wojska na Ukrainie. Ruchy Putina wyglądają na od dawna zaplanowane, a Ukraina i Zachód reagują gorączkowo, próbując ogarnąć co się dzieje. Zupełnie jak kompletnie początkujący szachista, który zaplanował sobie misternie wiele ruchów naprzód, ale zapominając, że rywal też będzie wykonywał swoje ruchy…

Na samym początku trzeba przypomnieć, że tak naprawdę zapalnikami problemu była druga wojna z Irakiem i ogłoszenie niepodległości Kosowa. Dawno i daleko? Wcale nie. To jest geopolityka. Atak USA i sojuszników na Irak przeprowadzony był miedzy innymi wbrew protestom Rosji. Przy stosowaniu „faktów dokonanych” i pokazywaniu, że USA mogą robić co chcą na arenie międzynarodowej i z nikim nie muszą się liczyć. To samo później z Kosowem, z tym że jeszcze bardziej uderzało to w Rosję bo wbrew jej protestom okrojono jej sojusznika. W 2008 roku pogwałcono umowy, zapewnienia i prawo międzynarodowe odbierając część serbskiego terytorium. Pokazano, że NATO (w tym Polska, która szybko te niepodległość uznała) może robić co chce, może nie przestrzegać umówionych zasad, a Rosja może najwyżej wyrażać nic nie znaczące protesty. Rosja bardzo szybko pokazała, że tak nie jest. Bardzo szybko odegrała się na Gruzji, a teraz bezczelnie realizuje scenariusz kosowski na Ukrainie. Proszę szanownego NATO, jeżeli można oderwać Kosowo od Serbii, to dlaczego nie wolno oderwać Krymu od Ukrainy? Jakiś argument poza tym, że jak wiadomo Rosja jest „be”, a my „cacy”?

Nie komentowałem spraw Ukrainy na blogu. W ogóle starałem się być powściągliwy, chociaż czasem wyrażałem pewne opinie np. na fb. Najczęściej zwracałem uwagę najbardziej rozgorączkowanym komentatorom, że „pierwszą ofiarą wojny jest prawda” (The first casualty when war comes is truth” – Hiram Johnson). W ten sposób zwracałem uwagę, że tak naprawdę niewiele wiemy, a media często karmią nas już gotowymi opiniami. Przykładem był napad na polski autokar, o którym informowano raz, ze dokonali go ukraińscy nacjonaliści, a raz, że to prowokacja służb Janukowycza. I każdy może sobie wierzyć w co chce, ale sprawdzić nie może. Później były informacje, że jednak napastnikami byli opozycjoniści, ale za to pojawiły się duże rozbieżności co do przebiegu i zakończenia zdarzenia.

Zwracałem też uwagę polityków na skrajnych nacjonalistów po stronie ukraińskiej opozycji. 30 stycznia napisałem na „fejsie”: „Myślę, że dużo wyjaśniłoby jasne postawienie sprawy. Tak, żeby strona polska nie unikała tematu, a liderzy ukraińskiej opozycji określili wyraźnie swoje stanowisko co do historii. Niestety, czy PiS czy PO, wolicie udawać, że tego problemu nie ma, a to daje pole dla takich sensacyjnych niusów ” – chodziło o temat głośnego wywiadu o „zwracaniu Ukrainie Przemyśla”. Tego typu wpisy kierowałem np. do parlamentarzystów. Nie oczekiwałem, że odpowiedzą mi na „fejsie”, po prostu liczyłem, że może takie sygnały wpłyną na ich zachowanie „tam wyżej”. Nie mam pojęcia na ile odniosły skutek. Proszę jednak zauważyć, że Rosja zrobiła względnie niewiele by pomóc utrzymać się Janukowyczowi czy żeby uprzykrzyć życie Polakom za wspieranie ukraińskiej opozycji. Ot jakieś embargo na mięso pod byle pretekstem. W sumie dotkliwe, ale przy skali problemu i możliwości to drobiazg. Przecież Rosjanie mają możliwość całkowitego zdestabilizowania Polski, co sprawdzono wypuszczając „blogera ze zdjęciami ofiar katastrofy smoleńskiej”. No jasne, tak sam z siebie jakiś bloger wyskoczył z takim materiałem, już wierzę. Rosja (oczywiście rękami „dysydenta” albo „blogera”, najlepiej chorego psychicznie) może w dowolnym momencie wypuścić dowolne zmyślone lub prawdziwe informacje nt. katastrofy i sprawić, że pół Polski zażąda głowy premiera. Takie narzędzie niestety Tusk dał im do ręki pozwalając by Rosjanie prowadzili całość śledztwa i posiadali całość dowodów.

Teraz o wiele poważniejszym problemem jest wkroczenie „nieoznakowanych żołnierzy” na Krym. To jest naprawdę niezła szopka, jak różni komentatorzy udają, że nie wiadomo czy to Rosjanie. Cała akcja wygląda na bardzo dobrze przemyślaną i zaplanowaną. Tego nie organizuje się z dnia na dzień. To nie jest tak, że Janukowycz musiał uciekać i Rosja zareagowała. Plany tej operacji musiały być gotowe dużo wcześniej. To był zaplanowany ruch. Te szokujące nagłówki „Łamanie zasad”, „Sikorski pilnie wraca”, „Świat na krawędzi” itd. zmuszają mnie jednak do szerszego komentarza tutaj.

CheckmateSzach-mat w wikipedii.

„Próbne balony” były wypuszczane dużo wcześniej. Już 22 stycznia, pytałem na moim fb czy sygnały z Rosji należy rozumieć jako propozycję rozbioru Ukrainy. Możliwość rozpadu tego państwa była bardzo poważnie komentowana szczególnie w Rosji. Dało to do myślenia zachodnim politykom? Jakoś nie bardzo. Było tylko jakieś naiwne zafiksowanie się na haśle: „Janukowycz musi ustąpić!” Zupełnie jak skupienie się początkującego szachisty na zbiciu pojedynczego pionka, bez rozważenia wszystkich konsekwencji. Pytanie co teraz? Większość mieszkańców Krymu chce przeprowadzenia referendum w sprawie rozszerzenia autonomii tej republiki. W wielu miejscach południow-wschodniej Ukrainy (np. Donieck) ludzie protestują na placach popierając te dążenia. Tyle było mówienia o demokracji i o tym, że nie wolno ludzi bić i strzelać do nich i co teraz? Zakazać referendum? Zignorować jego wynik? Poprzeć wysłanie milicji i czołgów na ulice Doniecka? Taki ruch ma zrobić Zachód? „Szach i mat”, bo Putin będzie bronił Rosjan, Ukraina nie wygra samodzielnie z Rosją, a zachód wyśle najwyżej słowa otuchy, bo w sytuacji gospodarczej Unii nie pozwoli sobie na gospodarczą izolację Rosji. Putin zawsze może poczekać na jakieś ekscesy wymierzone w Rosjan na Ukrainie. Może czekać choćby rok. W jednym z najczarniejszych scenariuszy może dojść do bardzo brzydkich sytuacji, jak wtedy gdy Saakaszwili (który zresztą już zagrzewa Ukraińców do walki) wysłał „Grad-y” do ostrzelania cywilów. Czy neo-banderowcy byliby do tego zdolni? Bardzo chcecie popierać takie działania? Inna możliwość to wyrażenie zgody na szerszą autonomię Krymu (wynik referendum raczej przesądzony). Wtedy Putin będzie mógł sabotować prozachodnie dążenia Ukrainy poprzez prorosyjską autonomię, która będzie blokować takie ruchy. Po prostu założy Ukrainie bardzo mocną smycz poza już stosowanym szantażem gazowym. „Szach i mat”. Zauważmy, Rosja przynajmniej na razie nie gra na oderwanie Krymu od Ukrainy. Wariant z większą autonomią wydaje się dla niej korzystniejszy. Myślę, że celem Putina nie jest w tym wypadku aneksja czegokolwiek. Te szokujące nagłówki o tym, że Rosja chce oderwać Krym czy wschodnią Ukrainę chyba służą temu, aby wkrótce wmówić społeczeństwu, że „Zachód jednak wygrał, powstrzymano Putina przed aneksją, nie doszło do III wojny światowej, udało się dojść do porozumienia w sprawie autonomii”. Wkrótce okaże się czy się mylę. Zaznaczam jednak, że autonomia i przekształcenie Ukrainy w federację to „szach-mat” ze strony Putina, choćby nawet przestawano to jako wielki sukces zachodniej dyplomacji. Putin przecież wcale nie chce III Wojny, ani najprawdopodobniej nie dąży do odrywania jakiegokolwiek terytorium od Ukrainy.

Imperialna polityka Rosji jest bardzo konsekwentna i długofalowa. To jest realizowanie celów przez kolejnych carów, I Sekretarzy i Prezydentów z morderczą wręcz konsekwencją. Rosja zdobywa i umacnia swoje panowanie na kolejnych terytoriach. Typowym działaniem umacniającym panowanie Rosji, a powszechnie niedocenianym i nie rozumianym są pewne przesunięcia granic np. pomiędzy  republikami radzieckimi. W ten sposób Ukraina dostała Krym. Niby kosmetyka bo co zmieniała zmiana granic wewnątrz ZSRR? Niby nic. Jednak w swojej konsekwencji rosyjscy przywódcy dobrze wiedzą, że w historii może rożnie zawiać. Tereny, które są dzisiaj ich, mogą zostać utracone na dłuższy lub krótszy czas. Mówiąc ogólnie: dopóki Rosja panuje nad takim terenem i jej potęga jest gwarantem tych granic, to jest spokój. Gdy jednak zostaje zmuszona do wycofania się, to zostają problemy, niestabilna sytuacja, konflikty, albo miejsca, w których łatwo o pretekst do interwencji. Do tego dochodzą działania jednego z najlepiej rozbudowach wywiadów i okazuje się, że za 10, 20 czy 30 lat i można sprawiać wrażenie, że powrót rosyjskiego panowania jest najprostszym sposobem do przywrócenia bezpieczeństwa i porządku. Akcja specnazu i wjazd kolumny czołgów przypieczętowują operację. „Szach i mat”. Powiedzmy, że do 2008 roku Rosjan mogła blokować zasada nienaruszalności granic w Europie. Myślę, że jest im bardzo na rękę, że to szeroko rozumiany Zachód pierwszy ją złamał.

 Rosyjskie wojsko wjeżdża na Ukrainę, a świat walczy o to by Ukraina nie dała się sprowokować do walki. „Wygra, kto się nie boi wojen. I tak rozumieć trzeba Jałtę” – śpiewał Kaczmarski, a Jałta nomen omen leży na Krymie.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook