Ostatni spoiler

„Dragonheart” to fantastyczno-przygodowy film z 1996 roku. Jest naprawdę świetny. Postaram się unikać zdradzania szczegółów fabuły, a nawet zrobię więcej. Spróbuję was zachęcić do obejrzenia tego filmu, równocześnie uprzedzając przed czyhającymi wszędzie smo… eee to znaczy „spoilerami”.

DracoDraco, tytułowy „Ostatni Smok”, niezły, nie?

„Dragonheart” to naprawdę dobre fantasy. Łączy ciekawą fabułę z poczuciem humoru i efektami specjalnymi na bardzo przyzwoitym poziomie. W ostatniej dekadzie poprzedniego tysiąclecia robili już bardzo przyzwoite efekty specjalne, czego świetnym przykładem może być „Park Jurajski” z 1993. „Dragonheart” też jest widowiskowy. Może nawet bardziej niż „Park Jurajski”, bo tutaj animowane gady latają, zieją ogniem, a nawet gadają. Atutem filmu jest dobra obsada, w tym Dennis Quaid (o prawie 20 lat młodszy niż teraz 😉 !)  czy szeroko lubiany przez publiczność  Sean Connery. Tego ostatniego osobiście nie lubię, acz w tym filmie mi nie przeszkadzał, bo nie pokazywał się na ekranie. Główną rolę kobiecą zagrała młoda i piękna Dina Meyer.

Teraz uwaga, będzie o „spoilerach”, czyli zdradzaniu szczegółów fabuły, które psuje zabawę. Polski dystrybutor filmu zrobił „spoilera” nawet z tytułu. „Dragonheart” przetłumaczono jako „Ostatni Smok”. Po co? Żeby zepsuć widzowi niespodziankę? Dopiero w trakcie filmu dowiadujemy się, że Draco to ostatni smok. Wcześniej widz może myśleć, że ma do czynienia z fantastycznym światem, w którym żyje pełno smoków… no chyba, że zna polski tytuł, który nie pozostawia złudzeń.

Oficjalnych trailerów filmu nie linkuję, ani nie polecam. To jeden wielki spoiler. Nie wiem jak można robić takie trailery. Podobnie jest z wieloma recenzjami w necie. Jak mozna w recenzji zdradzać najlepsze smaczki fabuły? Przypomina to te stare zapowiedzi filmów wyśmiewane przez Bareję: „Treścią filmu jest trzymająca w największym napięciu zagadka, kto zabił króla szulerów, Palmera. Mistrzowsko przeprowadzona narracja sprawia, że nikt z widzów nie podejrzewa o morderstwo goryla Palmera, Williamsa. Motywem zbrodni okazuje się w ostatniej scenie bezlitosne prawo wendety. A teraz życzę państwu dużo godzin napięcia i zaskoczenia”.

Z drugiej strony, cóż można powiedzieć o „Ostatnim Smoku” żeby nie psuć zabawy? Scenarzysta udaje, że akcja dzieje się w czasach historycznych. To typowe dla dzieł fantasy, których akcja toczy się zwykle w fantastycznych światach, albo „bardzo dawno temu”. Tu mamy tę drugą opcję, czyli około 1000 lat temu. Tego co mi się nie spodobało też nie będę komentował, bo jak zapowiedziałem, że bez spoilerów, to bez. W każdym razie plusy zdecydowanie biorą górę nad minusami. Wciągająca fabuła potrafi zaskoczyć zwrotami akcji. Mamy też ciekawe dialogi i dużo humoru. W skrócie: ten film to pozycja obowiązkowa dla każdego fana fantasy i smoków, przypominam o nim, bo prawdopodobnie jest starszy od niektórych z Was.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Szpieg 3 marca 2014 Odpowiedz

    Czarny charakter filmu był genialny. Zły do szpiku kości, pozbawiony jakiegokolwiek wzniosłego „klimatu” typ o twarzy szczura zdołał wzbudzić niechęć nawet we mnie, który generalnie wolę „tych złych” 😀
    Wcale mnie nie zdziwiło, że to facet go grający zagrał wilkołaka w Harrym Potterze… postać niby pozytywna, ale to coś zwierzęcego w tej wychudłej paszczy, nawet jak już się zmienił w wilkołaka to taki bardziej szczurołak był 😉

  • Yeri 3 marca 2014 Odpowiedz

    Fakt, główny „zły” absolutnie genialny, zarówno scenariuszowo jak i aktorsko. Zwykle cenię sobie bardziej wielopłaszczyznowe postacie anty bohaterów, ale ta kreacje to mistrzostwo świata.
    Sam film bardzo dobry, chociaż mnie manieryzmy Connerego denerwują zawsze i wszędzie, nawet jak „gra” smoka 🙂

  • Szpieg 12 marca 2014 Odpowiedz

    oj bo się uprzedziłeś do staruszka i tyle 😛

  • Yeri 12 marca 2014 Odpowiedz

    Do tego w średnim wieku się uprzedziłem, bo wtedy będąc już uznana gwiazdą zaczął kaprysić, grymasić i wtrącać się do scenariuszy wprowadzając w nich absurdalne zmiany psujące często cały film. Do tego role miał strasznie „na jedno kopyto”, utrzymane w tonie starego sensei, który wszystko wie i umie najlepiej. Wyjątkiem może być tu oczywiście rola króla Artura w słynnym gniocie którego tytuł litościwie pominę, ale jak już się wyrwał poza kanon to w tak dziadowskim filmie.
    Jako staruszek się nie zmienił, więc uprzedzenie zostało 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook