Operacja zmiany tematu

Seks, sex, cycki, Seksmisja – czyli przepis na dobry wpis na bloga. Innymi słowy „operacja zmiany tematu” w toku. Sprawy intymne w mediach stają się ważniejsze niż sprawy publiczne (nie mam tu na myśli „domów publicznych”). Niestety unikanie tematu nie sprawi, że zniknie, stąd zapraszam abyście zatrzymali się na chwilę nad tym, do czego może prowadzić realizacja pomysłów paczki Palikota.Zaczynam od apelu: Szanowne Panie, nie głosujcie na partię Palikota! Ta formacja forsuje absurdalne projekty, który zaszkodzić może szczególnie kobietom.
Niedawno wspomniałem, że wiele pomysłów partii Palikota uważam za zwyczajnie szkodliwe. Równocześnie doceniłem otwartość polityków tej formacji na dyskusję z ludźmi o innych poglądach.  Tym razem rozpisuję się w nurcie kompletnie zastępczego tematu, ale może chociaż jednej osobie otworzy to oczy. Temat dotyczy jednego ze sztandarowych projektów ludzi od Palikota. Dziś na tapecie: „zmiana płci”. Naprawdę, jest mnóstwo ważniejszych spraw, np. rosnące zadłużenie, nadchodzące bankructwo systemu ubezpieczeń społecznych, albo dlaczego płacimy nawet 400 tysięcy złotych za 1 metr (!) autostrady, a na nowych drogach i tak kładą za cienki asfalt. Ale nie, media nie mogą się tym poważnie zająć, bo jak nie jakaś „mama Madzi” to histeria osoby podającej się ostatnio za Annę Grodzką. Widocznie cała Polska powinna żyć tym, czy znowu „Ance będzie bardzo przykro”. Trudno, odniosę się  do tego ale z góry zaznaczam, że mnie nie obchodzi czy „Ance” będzie przykro. Przy tej okazji polecam kultową scenę z Monty Pythona z lekko zmodyfikowanym tłumaczeniem (głównie imiona).

demot grodzka

Operacja zmiany tematu
Tak zwana zmiana płci oraz walka o to by wszyscy akceptowali „zmienioną płeć” to z jednej strony dobry temat zastępczy, a z drugiej coś, co może prowadzić do groźnych konsekwencji. Szczególnie poszkodowane mogą zostać prawdziwe kobiety, na co zwracam uwagę poniżej. Dodatkowym irytującym elementem jest próba narzucania innym co mają myśleć czy nawet karania za „myślozbrodnię”.

Trochę biologii
U ludzi płeć zdefiniowana jest genetycznie. Jeżeli pominiemy niezwykle rzadkie przypadki zaburzeń pozostają nam dwie płcie: męska i żeńska. Różnią się one już na poziomie genetycznym poprzez układ chromosomów i zawarty w chromosomie Y gen SRY. Zasadniczo za tzw. „moich czasów” była to wiedza biologiczna na poziomie szkoły podstawowej.

roznica

Przypominam ją jednak, bo nie wiem jak obecnie wygląda poziom nauczania biologii, ani czy starsi o tym pamiętają, bowiem tego typu zbyteczną wiedzę większość ludzi w szkole traktuje zgodnie z zasadą 3xZ (Zakuć, Zdać, Zapomnieć). To geny determinują naszą budowę, co ma konkretne następstwa. Są jednak tacy, którzy ignorując nauki biologiczne próbują przekonywać, że ważniejsze jest własne poczucie „tożsamości płciowej”. Ich zdaniem nie jest potrzebna nawet operacja czy terapia, wystarczy tak jak w Monty Pythonie: „mówcie do mnie Loretta”. Skutkiem są jednak nie raz radykalne operacje plastyczne czy zmiana dokumentów. Często to nie pomaga, wyniki nie są zadowalające. Niejaki Nathan Verhelst, która urodził/a się w Belgii jako dziewczynka, poprosił/a o eutanazję.

Apotemnofilia
Jeżeli ktoś uważa, że jest innej płci (lub innego gatunku) niż wskazują na to jego geny, to czy to jest powód do oszukiwania takiej osoby, że to da się zmienić? Czy to powód do ZMUSZANIA całej reszty społeczeństwa, do tego, by myślała tak samo jak ta osoba nt. jej płci?
Popatrzmy na nieco podobny przypadek, jakim jest Apotemnofilia, czyli obsesyjne dążenie do amputacji własnej kończyny. Jedną z przyczyn tej obsesji jest poczucie, że np. ich kończyna jest „obca” i nie należy do nich. Możliwe, że mózg nieprawidłowo rozpoznaje kończynę i stąd problem. Czy leczeniem ma być amputacja? Czy można zmusić całe społeczeństwo, żeby uznało iż noga przysłowiowego Kowalskiego wcale nie jest jego? No raczej nie za bardzo. Tymczasem lewicowi aktywiści, ze szczególnym uwzględnieniem partii Palikota, próbują zastosować ten system w przypadku płci. Włącznie z postulatami karania za „mowę nienawiści” tych ludzi, którzy ośmieliliby się twierdzić, że np. Krzysztof Bęgowski to dla nich nadal mężczyzna, pomimo operacji, charakteryzacji czy zmiany dokumentów.

Charakteryzacja przez operację
Operacja plastyczna może być uznana za skrajną formę charakteryzacji. Stosuje się je np. w programach ochrony świadków koronnych. Charakteryzacja przez operacje plastyczne jest też motywem wielu książek i filmów. W „Star Treku” operacji plastycznych używano nawet do udania przedstawicieli innych gatunków. Przypominam sobie zakręcony epizod, w którym wywiad Cardassian porwał jedną z bohaterek, przeprowadził operację plastyczną, po czym wmawiał jej, że jest Cardassianką, podstawioną jako podwójna agentka, której wcześniej zrobiono operację, a teraz odzyskała właściwy wygląd… Nadal to jest jednak charakteryzacja, a nie faktyczna zmiana gatunku. Jeżeli przyjmiemy rozumowanie palikociarzy, że sedno sprawy tkwi w głowie i „tożsamości płciowej”, to strój, makijaż, „terapia” czy operacja są tylko formami mniej lub bardziej zaawansowanej charakteryzacji.

Sport „kobiecy”
Daleko idące ułatwienia w tzw. „zmianie płci” mogą prowadzić do nieprzyjemnych konsekwencji, szczególnie dla sportsmenek. Zawody międzynarodowe, to walka o prestiż państw. Medale w kategorii mężczyzn czy kobiet liczą się tak samo. Niestety, w wielu dyscyplinach wyniki pozwalające na zdobycie podium wśród kobiet, mogłyby nie wystarczyć na załapanie się do pierwszej 10 wśród mężczyzn. Tak jest np. w sprincie na 100 m. To oznacza, że w wielu dyscyplinach łatwiej będzie zdobyć złoto „zmieniając płeć” niż poprawiając wyniki! Odbędzie się to kosztem kobiet. Proszę zauważyć, że w myśl postulatów partii Palikota nie wiązałoby się to dla takiego sportowca z żadnymi utrudnieniami. Mógłby np. bez przeszkód mieć żonę na zasadzie „małżeństwa homoseksualnego” deklarując się jako lesbijka.

demotywator badanie płci
W 1992 Międzynarodowy Komitet Olimpijski wprowadził przepis, według którego sportowcy z genem SRY nie mogą startować jako kobiety. Mimo to, wszystkie dodatnie wyniki kobiet uzyskane podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich 1996 uznano za fałszywie dodatnie i nikogo nie zdyskwalifikowano. Ostatecznie zaprzestano badań sportowców na obecność genu SRY przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi 2000.
Proszę zwrócić uwagę, że w myśl ideologii głoszonej przez partię Palikota nie będzie można ograniczać możliwości startu mężczyzn jako kobiet w zawodach. To by zwyczajnie podważało ich „identyfikację płciową”, nie wspominając jak by było im strasznie przykro, gdyby jakaś instytucja zakwestionowała ich kobiecość. Rywalizacja sportowa państw i osobiste ambicje mogą wkrótce sprawić, że w pierwszej 10 najlepszych sportowców wielu dyscyplin w kategorii kobiet, znajdą się faceci udający lesbijki. To może dotyczyć w pierwszej kolejności całej lekkoatletyki czy sportów walki (określenie „damski bokser” zyska nowe znaczenie). Oglądając niektóre zawodniczki trudno oprzeć się wrażeniu, że to już się dzieje. Pomysł zrobienia kariery poprzez udawanie osoby innej płci nie jest nowy. Ten motyw wykorzystano między innymi w scenariuszu komedii „Tootsie” z 1882 roku. Dustin Hoffman wcielił się w rolę aktora, który nie mógł dostać roli. Karierę zrobił dopiero gdy zaczął udawać aktorkę.

Inne parytety
W innych dziedzinach życia także mogą pojawić się niespodziewane przez palikociarzy skutki. Ot w służbach mundurowych, np. w Straży Granicznej, testy sprawnościowe dla kobiet są łatwiejsze niż dla mężczyzn. To samo w sobie jest już dość absurdalne. Jeżeli od kobiety wymaga się mniej to czy ona wykonuje później „tę samą pracę”? Gorzej jednak, że jak facet zadeklaruje, że „jest Lorettą” to automatycznie może mieć obniżone wymagania. W innym wypadku będzie mu przykro, bo ktoś śmie podważać jego tożsamość płciową. I niech by tylko koledzy próbowali mu dokuczać, że np. jest „ciotą”. Zaraz będą pozamiatani z paragrafów o mowie nienawiści, nietolerancji i takie tam. Sytuacja nieprawdopodobna? W tym kraju para kochających się ludzi potrafi udawać konflikt, żeby być w separacji i korzystać z pomocy socjalnej dla „samotnej matki”, więc udawanie lesbijki dla ułatwienia sobie zdobycia pracy jest chyba też prawdopodobne. Co więcej to może dotknąć też „parytetów” na wysokich stanowiskach. Już dzisiaj najważniejszą kobietą w Ruchu Palikota jest Krzysztof Bęgowski/Anna Grodzka. Nawet w „Seksmisji” Juliusza Machulskiego najwyższe stanowisko w społeczeństwie kobiet pełnił przebrany facet, to jakieś proroctwo?

mem grodzka

 „Jestem lesbijką”
Na koniec żart zasłyszany dawno temu.
Pewien kowboj postanowił poderwać atrakcyjną blondynkę przy barze. Podchodzi i mówi: Jesteś bardzo piękna, mogę postawić ci drinka?
Ta odpowiada: Sorry kowboju, to nie ma sensu, jestem lesbijką.
Kowboj się dziwi: Co to jest lesbijka?
Blondynka próbuje tłumaczyć: Widzisz kowboju tamtą laskę? Mam ochotę rzucić się na nią, lizać jej cycki, dobrac się do majtek. To znaczy, że jestem lesbijką. Rozumiesz już kowboju?
Kowboj na to: O kur**! Też jestem lesbijką!

Fot: demotywatory.pl i fabrykamemow.pl

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Piotr 28 grudnia 2013 Odpowiedz Author

    Na to sam nie wpadłem: http://nasygnale.pl/kat,1025343,title,Trafil-do-wiezienia-dla-kobiet-Robil-to-co-noc,wid,16268886,wiadomosc.html
    ale przykład pokazuje jak działa ten system. Morderca trafia do wiezienia dla kobiet, bo twierdzi, że jest kobietą 😀

  • Yeri 28 grudnia 2013 Odpowiedz

    O Jezu.

  • Szpieg 9 lutego 2015 Odpowiedz

    Jak czytam to powyżej, i jeszcze takie coś:

    http://opinie.newsweek.pl/dajesz-dziecku-kary-to-tez-przemoc-,artykuly,356763,1.html#utm_source=rasp&utm_medium=click&utm_campaign=opinieP

    to budzi się we mnie nazista…

  • Mitz 10 lutego 2015 Odpowiedz

    Dlaczego, Szpiegu? Nie zgadzasz się z wydźwiękiem artykułu czy jego tezą?

  • Szpieg 10 lutego 2015 Odpowiedz

    Obrzydliwa lewicowa ideologia która jest dla mnie nie do zaakceptowania jak ropiejący wrzód, przemocą wdziera się do systemu prawnego, dekomponując i niszcząc zasady i systemy wartości funkcjonujące dobrze od stuleci. Pod groźbą sankcji każą mi uznawać za kobietę kogoś kto nią nie jest, albo utrudniają czy wręcz uniemożliwiają wychowanie dziecka na wartościowego człowieka, zakazując poprzez niedorobionych szamanów-psychologów jakichkolwiek sankcji. Tak jak mówiłem przy artykule o islamie, dla mnie to jest większym zagrożeniem niż islam. Upłynie wiele czasu zanim prawo będzie nakazywało mi czcić Allaha.

  • Yeri 10 lutego 2015 Odpowiedz

    Rany kota, ten artykuł który podlinkował Szpiegu to jakaś masakra, jedzie jakiś lewak po papieżu (który bardzo mądrze i trzeźwo powiedział), daje znak równości między klapsem dla dziecka a maltretowaniem żony, łączę się ze Szpiegiem w poczuciu obrzydzenia względem tej lewicowej ideologii.
    Nie podoba mi się ani wydźwięk artykułu, ani jego teza. A Ty Mitzu, jako w sumie jeszcze świeżo upieczony ojciec, jak to widzisz? Jestem ciekaw Twojego zdania.

  • Yeri 10 lutego 2015 Odpowiedz

    Szpiegu, a tak co do tego „budzenia nazisty”, uważasz, że Andreas Breivik to nazista?

  • Szpieg 10 lutego 2015 Odpowiedz

    Breivik to wyznawca określonej idei czy też ideologii, przekonany o poczuciu misji wobec narodu/wspólnoty/rasy. Dla tej idei gotów jest do poświęcania wszystkiego i wszystkich, ze sobą włącznie (był przekonany że nie przeżyje swojej „akcji”, wolał karę śmierci od uznania za niepoczytalnego). Takie podejście do idei, życia swojego i innych ludzi jest w jego przypadku podobne do nazistów, ale również i do komunistów, do islamskich terrorystów, ale zapewne i do, że tak powiem prowokacyjnie, polskich patriotów w stylu Okulickiego, który gotów był utopić Warszawę w krwi cywilów dla idei. Rodzaj idei i poczucia misji ma tu drugorzędne znaczenie, mechanizm psychologiczny jest taki sam – gdy w grę wchodzi „wyższa” idea, liczba, wiek czy uzbrojenie ofiar nie mają znaczenia. Idea to rasa, klasa, religia czy ojczyzna. Breivik zwrócił lufę ku bezbronnym cywilom, podejrzewam że w innych okolicznościach mógłby równie dobrze rozwalać wrogów systemu w obozie koncentracyjnym, wysadzić się w zamachu samobójczym, albo zginąć bohatersko na barykadzie walcząc z uzbrojonym wrogiem. Robienie z niego degenerata czy zwykłego psychopaty to spłycanie sprawy.
    Z tym budzeniem się nazisty trochę spłyciłem. Po prostu idee które są mi tak strasznie wstrętne budzą we mnie odruchowe pragnienie walki za wszelką cenę i wszystkimi środkami.

  • Yeri 10 lutego 2015 Odpowiedz

    Ano widzisz, to chciałem uściślić, bo mam identyczne odczucia jak Ty, ale „budzeniem nazisty” to bym tego nie nazwał, pomimo przysłowiowego „noża otwierającego się w kieszeni”.

  • Szpieg 11 lutego 2015 Odpowiedz

    Wiesz, to we mnie wywołuje taką wściekłość i chęć czynnego oporu, że sam się boję kim mógłbym się stać, gdyby czasy i system dały mi taką możliwość.
    Dlatego udałem się na wewnętrzną emigrację, żeby nie tracić czasu i energii na bezsilną złość, bo tutaj trzeba mocnego pierdolnięcia i wielkiej zmiany, która może dokonać się w ciągu kilkunastu-kilkudziesięciu lat. Jak już pisałem, podejrzewam że powtarzające się ekscesy z islamem tudzież manewry Ruskich mogą docelowo zmienić tę zgnuśniałą Europę, przekonaną idiotycznie że wszyscy ludzie na świecie chcą jedynie wolności, bogactwa i demokracji.
    Może się i tak okazać, że za kilkadziesiąt lat, gdy historia zatrze już pamięć o ofiarach czynu Breivika, a może zatrze tę krew krew inna, rozlana przez islamistów w Europie, będzie on dla części Europejczyków takim samym bohaterem jak Menachem Begin dla Żydów.

  • Mitz 11 lutego 2015 Odpowiedz

    Yeri: forma artykułu jest brzydka, ciężko ten sposób prezentacji poglądów uznać za rzetelne dziennikarstwo. Jeśli chodzi o jego tezę (jeżeli przyjmiemy że są nią kary cielesne) – jestem im absolutnie i bezwarunkowo przeciwny.

    To wymaga wytłumaczenia – nauka odpowiedzialności za swoje czyny i ich konsekwencji to, w mojej opinii, jeden z najistotniejszych obowiązków rodzica. To nie jest łatwe zadanie, wymaga ono dużo pracy, zdrowego rozsądku i nie ma jasnej i prostej drogi jego realizacji.

    To powiedziawszy, nie wyobrażam sobie sytuacji w której przemoc wobec własnego dziecka jest dopuszczalna. Przez przemoc rozumiem jakąkolwiek formę bicia albo kar cielesnych.

    Uważam że rodzic ma ogromny wachlarz środków, dzięki którym może wpływać i wychowywać swoje dziecko. To jego prawo i obowiązek – a także prawdę mówiąc jeden z najfajniejszych aspektów rodzicielstwa. Użycie siły fizycznej jest na samym końcu tej listy. Moim zdaniem, moment w którym uderzasz dziecko nie jest przejawem twojej rodzicielskiej troski, ale braku pomysłów i desperacji. To jest ten moment gdy coś jest NAPRAWDĘ nie tak i potrzebujesz pomocy, bo ewidentnie sobie nie radzisz.

    Mnie nigdy nie bito, ale zawsze ze mną rozmawiano. Mimo takiej a nie innej sytuacji, wpojono mi poczucie odpowiedzialności. Tak samo chciałbym podejść do swego dziecka.

    Musiałbym zobaczyć pełną wypowiedź papieża aby się do niej odnieść, zrobię to jeśli będzie to konieczne.

  • Szpieg 11 lutego 2015 Odpowiedz

    Chyba rzucę czar „Przyzwanie Kalotrona” :d

  • Yeri 12 lutego 2015 Odpowiedz

    Z kolei ja jestem zwolennikiem kar fizycznych dla dzieci, nie uważając ich za przemoc. Oczywiście- mówimy tu o klapsie w cztery litery, a nie o katowaniu dziecka, bo chyba różnica pomiędzy tymi zabiegami jest oczywista.
    Od zarania dziejów wszystkie kultury akceptowały kary fizyczne dla dzieci, nie znam jednej będącej wyjątkiem , niemniej były w stanie „produkować” dobrych i normalnych ludzi, ergo nie widzę w tej karze nic złego. Natomiast ostatnie wynalazki typu tzw „wychowanie bezstresowe” przynoszą koszmarne efekty, wręcz odwrotne od zamierzonych, stąd moja niechęć ku nim.
    Oczywiście- nie każde dziecko będzie potrzebowało takich kar, wtedy się ich nie stosuje (via przypadek Mitza). Jednak musi być taka kara w arsenale rodzica. Papież się trzeźwo wypowiedział, to go pojechali lewacy, jeszcze w strasznie nie merytoryczny sposób.
    Moje (też Mitza, Szpiega, Hauera), pokolenie było wychowane z tą karą (chociaż nie zawsze stosowaną jak widać) i wyszło wcale udanie. Za to co teraz rośnie..

  • Szpieg 12 lutego 2015 Odpowiedz

    Dokładnie Yeri. Mnie rzadko bito, bo byłem dzieckiem dojrzałym, inteligentniejszym od większości rówieśników i raczej rozsądnym. Tym niemniej wiedziałem, że taka kara w arsenale jest, co więcej, wiedziałem że rodzic ma do niej prawo i nikomu na rodzica poskarżyć się za to nie mogę. I myślę, że to mnie trzymało w ryzach. Znałem swoje miejsce w szeregu. Ale pamiętam, gdy już dostałem to miałem nieraz ochotę się na rodzicach odegrać – dzieci są niestety emocjonalne i nie mają wykształconych jeszcze norm społecznych i moralnych. Dając im do ręki broń w postaci pań psycholog, pracowników socjalnych i policji, powoduje się sytuację jaka jest w Szwecji – te debilne skandynawy na szczęście wymierają, bo nie decydują się na dzieci, bo nie chcą mieć w domu pasożyta i wroga, który w każdej chwili może nasłać na nich państwo, jeśli np nie chcą mu dać kasy na picie i imprezy.
    Kiedyś nie było ADHD, bo rodzice leczyli je pasem. No ale nie było wtedy etatów dla pań psycholog i kasy dla autorów mądrych książek jak sobie radzić z ADHD 😛 Teraz, w tym lewackim opresyjnym faszyzmie widzę w marketach rozhisteryzowane smarkate potwory, wrzeszczące i robiące co chcą, i bezradnych rodziców którzy nie mogą ich w żaden sposób uspokoić. Tak, tak oczywiście powinni siąść i zacząć z dzieciakiem negocjować. Z pięciolatkiem.
    Zauważcie jeszcze jedną rzecz – poza oczywiście coraz większą głupotą i chamstwem dzieci i młodzieży – jak one są żałośnie kruche emocjonalnie. Kiedyś nie było tyle samobójstw wśród smarkaterii. Niestety, życie nie jest bezstresowe i napierdala po łbie ze wszystkich stron.

  • Mitz 13 lutego 2015 Odpowiedz

    Szpieg: kiedyś nie było też antybiotyków a potem komórek czy internetu 🙂 Nie wiem czy to nie jest tak że my, staruszkowie mamy tendencje do narzekania że „za naszych czasów było lepiej”. Tak zresztą jest z pokolenia na pokolenie – każda chyba kolejna generacja sądzi że ona jest ostatnią dobrą, a to co jest teraz to jeży włos na głowie.

    Wracając do sprawy – Moim zdaniem Korczak ładnie pisał o wychowaniu dzieci. Zawsze skupiał się na szacunku dla dziecka, dialogu z nim i był przeciwnikiem kar fizycznych, mimo że pracował z trudną młodzieżą.

    Nie mam doświadczeń, jak to jest kiedy dziecko jest większe – kiedy trzeba jakoś sobie radzić z jego buntem, humorami itp. Na razie, przez te dwa lata, ani razu nie miałem sytuacji kiedy musiałem dziecko karać. To nie znaczy że nie było ciężkich chwil lub że zawsze się dogadywaliśmy (np. dziecko marudzi wieczorem i nie masz zielonego pojęcia o co mu chodzi).

    Może przyszłość każde mi zrewidować moje przekonania, nie wiem. Co ciekawe, popytałem wśród moich znajomych, mających dzieci. Większość z pytanych mniej a więcej zgadza się z Waszym poglądem…

  • Yeri 13 lutego 2015 Odpowiedz

    Szpion- zgadza się co do słowa. Mnie bito z rzadka, ale jak dostałem to po krótkim fochu dochodziło do mnie za co mi się oberwało. Pamiętam ze 4 lania które w życiu zaliczyłem i żadne nie było bezzasadne. A to , co teraz widać to jest makabra.

    Mitz- o ile pamiętam to Korczak występował przeciw represjom wobec dzieci, momentami dość stanowczymi za jego czasów, jednak jednocześnie podkreślał jak ważna jest stanowczość wobec dziecka, żeby dać mu wzór i poczucie bezpieczeństwa. Też bardzo go lubię, muszę sobie do niego wrócić.
    Odnośnie starego pokolenia narzekającego na nowe- chyba niezupełnie o to nam chodzi 🙂 Jasne, zgredy zawsze narzekają na nowe zachowania społeczne których nie rozumieją, ale akurat ja nie mam z tym problemu (jak na razie :p ). Za to widzę straszne zmiany w samej istocie dzisiejszych młodych ludzi- strasznie słabi psychicznie, fizycznie i jak zauważył Szpiegu- emocjonalnie. Tego nie było ani za naszych czasów, ani za naszych rodziców, ani za dziadków. Za pradziadków i wcześniej też zdaje się nie. Nas już uważano za słabsze pokolenie, bo wychowane w czasach odległych od wojny, z wieloma wygodami. Pamiętam nas jako małolatów i widzę w pracy dzisiejszych nastolatków, abstrahując od różnic kulturowych, które mi nie przeszkadzają, to jest diametralna różnica. Najgorsze, że wszelkie braki nadrabiają ślepą agresją, po czym są totalnie niezdolni do zrozumienia przyczyn konsekwencji jakie ich spotykają.
    Antybiotyki, internet i komórki to tylko technologia która się rozwija i która przerasta starsze pokolenia w pewnym momencie i to jest ok, chociaż rodzi tych zgredów właśnie 🙂 I tak było zawsze. Gorzej jak się sami ludzie psują, w sensie dosłownym.
    No i chyba byłeś jedynym spośród nas który nie potrzebował pasa na dupę czasem. Jesteś więc w zdecydowanej mniejszości 🙂

  • Piotr 13 lutego 2015 Odpowiedz Author

    U nas klaps jest problemem, a za to takie rzeczy to zapewne antysemityzm: http://www.militarycourtwatch.org/page.php?id=UamRYddIS3a465039AjoH3nvDzc6

  • Szpieg 14 lutego 2015 Odpowiedz

    Ale o co chodzi, Hauer? To teraz już nie jesteś zwolennikiem twardej polityki względem islamistów?
    Prawda jest taka, że jak Żydzi poluzują, to Palestyńczycy i inne islamstwo ich w najlepszym wypadku zdestabilizują. Powiedzmy sobie szczerze – Izrael jest ostatnim bastionem przeciwko rozlaniu się ISIS na cały Bliski Wschód. No, przedostatnim, jest jeszcze słabnący Assad w Syrii.
    W przypadku Izraela, to trafił swój na swego. Żydzi mają podobną zajadłość koczowniczych ludów pustynnych, od dziesiątek lat walczą o swoje państwo. Gdyby respektowali „prawa człowieka” w walce z wrogiem który ma je w dupie, to już by ich tam nie było, a te wszystkie organizacje terrorystyczne które z nimi walczą, mogłyby spokojnie zwrócić się w naszą stronę.
    To jest kolejna rzecz, która mnie do korwinistów zniechęca (bo podejrzewam że od nich to podłapałeś) – często mało wyszukane, i w takich jak powyższy przypadkach – nieracjonalne (w sensie atakowania kogoś kto tłucze wspólnego wroga) antyżydowskie jazdy.

  • Yeri 15 lutego 2015 Odpowiedz

    „Antyżydowskie” jazdy (jak to określiłeś Szpiegu) biorą się korwinistom od Michalkiewicza, który mocno ich (Żydów) najeżdża za irracjonalne roszczenia względem Polski (w wielu kwestiach się z Michalkiewiczem zgadzam).
    Jednocześnie, chociaż sam w sumie do korwinistów należę, podzielam Twoje zdanie Szpiegu odnośnie Izraela i jego sytuacji geopolitycznej. Płacze nad „murem hańby” są tak samo idiotyczne jak lewackie histerie nad klapsem. Ciekawe, kiedy Izrael zrobi koleją wojnę sześciodniową (wcale bym się im nie dziwił, wręcz przeciwnie).

  • Piotr 15 lutego 2015 Odpowiedz Author

    No właśnie o to chodzi Szpiegu, że w Polsce często ci sami ludzie biadolą nad klapsami, ze to przemoc, a przytoczenie jak traktowane są dzieci palestyńskie w Izraelu nazywają „antyżydowskimi jazdani” czy tam antysemityzmem. Ot tylko o to 😛 Ty akurat do tej grupy się nie zaliczasz, ale wierz mi, jest całkiem sporo takich „intelektualistów”. Natomiast co do ISIS to są przesłanki, że Izrael wspiera Kalifat np. bombardując wojska Asada. Absurd? Nie. Jak się zastanowić, to mogę przyjąć, że z punktu widzenia analityków izraelskich graniczenie z Kalifatem może być dla państwa żydowskiego korzystniejsze niż graniczenie z Syrią i Jordanią…

  • Mitz 16 lutego 2015 Odpowiedz

    Piotr: to jest całkiem ciekawe spojrzenie na sprawę i chyba w miarę spójne ze stanowiskiem Turcji? Czy któryś z Was mógłby polecić jakąś dobrą, aktualną analizę sytuacji wokół ISIS?

  • Piotr 17 lutego 2015 Odpowiedz Author

    Nie wiem czy istnieje jakaś ogólnodostępna dobra analiza sytuacji wokół IS.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook