Czarne owce

Ten felieton był przygotowywany od jakiegoś czasu, głównie pod kątem ministra Sienkiewicza kreującego się na bezpardonowego szeryfa. Teraz jednak nie sposób pisać na taki temat bez wspomnienia o sprawie awantury pod warszawskim klubem z udziałem policjantów i posła Wiplera. Mam jednak nadzieję, że główna myśl, którą chcę przekazać nie ulegnie zatarciu: zasadę „zero tolerancji” trzeba zacząć wprowadzać od strony samych służb policyjnych. Policja ma wzbudzać zaufanie i szacunek uczciwych obywateli, a nie strach i nienawiść.

Pan minister Sienkiewicz przyjmuje pozę groźnego szeryfa: „monopol na przemoc ma państwo” i w ogóle zero tolerancji dla bandytyzmu. Niestety, żeby skutecznie zwalczać przestępczość, w tym tą najbardziej dokuczliwą (chuligaństwo, włamania) policja musi mieć poparcie i współpracować ze społeczeństwem. To bardzo trudno osiągnąć, gdy na wizerunek funkcjonariuszy kładzie się cieniem zachowanie wszelakich „czarnych owiec”. Ktoś powie, że „czarna owca” może pojawić się w każdym środowisku i będzie miał rację. Pytanie jak środowisko na to zareaguje? W Policji niestety reakcja pozostawia wiele do życzenia od lat. Funkcjonariusze nadużywający uprawnień lub łamiący prawo, często mogą liczyć na fałszywe zeznania ze strony kolegów, bronią ich rzecznicy, a zwierzchnicy też nie są zbyt gorliwi w wyłapywaniu przestępców wśród podwładnych. Jak się później dziwić, że obywatele nie znają dzielnicowego? Nie mówią mu „dzień dobry” czy uważają osoby współpracujące z policją za „kapusiów”?

Palikot

Wszyscy chyba kojarzą konferencję prasowa posła Palikota z wibratorem i pistoletem. Mało kto jednak zapamiętał o co chodziło. Tu podaję link: Palikot z wibratorem Poseł zwracał uwagę właśnie na zachowanie policjantów, w tym zgwałcenie studentki i zastraszanie ofiar.

To nie był jedyny przypadek „czarnych owiec” w mundurach. Nie tak dawno głośna była sprawa dziennikarza, który nagrał łamanie przepisów przez policjantów. Gdy zapytał dlaczego złamali zakaz, wykręcono mu ręce, zabrano telefon i skasowano dane: Policja wykręca ręce, odbiera telefon, niszczy dowody    Nie udało mi się odnaleźć żadnej wypowiedzi ministra Sienkiewicza na ten temat. „Szeryf” to toleruje? Gdyby nie udało się odzyskać danych, to ci funkcjonariusze pozostaliby bezkarni. Byłby najwyżej zeznania jednego dziennikarza przeciw trzem policjantom.

Nie mniej bulwersujące były przypadki bicia policyjnymi pałami przechodniów, tylko za to, ze mieli ze sobą flagę w pobliżu Marszu Niepodległości: Pałowanie przechodniów z flagą   Po tych wydarzeniach premier chwalił policję za profesjonalizm, nie zająknął się o nadużyciach. To tak ma być proszę Tuska?

Prawdopodobnie poważnym problemem jest wymuszanie zeznań torturami na komendach. Piszę „prawdopodobnie”, bo skala zjawiska jest nieznana. Tortury na komendzie – reportaż Panoramy

Do swoistego kuriozum doszło w Koninie, gdzie mężczyzna został zatrzymany …bo policjantom wydawało się, że zrobił im zdjęcie. Policjanci tłumaczyli się później …nieznajomością prawa! Nie wiedzieli, że wolno ich fotografować. Konin: 500 zł mandatu za zrobienie zdjęcia policjantowi?   Podobnie jak w innych tego typu przypadkach, gdyby nie nagranie, to pewnie nikt by nie uwierzył w taką historię.

Teraz sprawa wyjątkowo głośna i skandaliczna. Policjant w cywilu zdecydowanie nadużywa środków przymusu wobec osoby, którą jedynym przewinieniem było to, że „znalazła się w grupie”. Mamy tu nawet kopanie po głowie czy rozdeptywanie dłoni. Inny policjant pomaga unieruchomić ofiarę, przytrzymuje w czasie gdy zatrzymany jest kopany. Trzeci funkcjonariusz reaguje …uniemożliwiając dalsze filmowanie.

Skopany przez policjanta „w cywilu”

Ofiara brutalnej napaści policjanta została skazana bardzo szybko, na podstawie zeznań funkcjonariusza. Wyrok na policjanta zapadł dopiero po 1,5 roku. Sędzia stwierdził, że policjant przekroczył  swoje uprawnienia. Zaczął bić mężczyznę z furią i agresją w sposób niekontrolowany, nie obezwładnił mężczyzny i użył ręcznego miotacza gazu, czyli użył środków przymusu bezpośredniego w sposób niekontrolowany. – Policjant nie jest jednoosobowym wymiarem sprawiedliwości – powiedział sędzia Wojciech Łączewski. W ustnym uzasadnieniu sądu wskazano to co było oczywiste dla każdego, kto zobaczył nagranie: że interweniujący policjant, nie pokazał legitymacji służbowej ani nie podał podstawy zatrzymania. Ponadto mężczyzna w momencie zatrzymania zachowywał się spokojnie. Sędzia przypomniał, że zgodnie z ustawą o policji funkcjonariusz ma prawo do zastosowania środków przymusu bezpośredniego po uprzednim wezwaniu do zachowania zgodnego z prawem. Środki te powinny być jednak adekwatne do zaistniałej sytuacji. Policjant został skazany na półtora roku w zawieszeniu na trzy lata. Oprócz kary więzienia w zawieszeniu sąd wymierzył funkcjonariuszowi także 8-letni zakaz wykonywania zawodu policjanta, ochroniarza lub detektywa. I uwaga: Sędzia Łączewski poinformował też, że zawiadomi prokuraturę oraz komendanta stołecznego policji o przestępstwie polegającym na składaniu fałszywych zeznań przez funkcjonariuszy zeznających w tej sprawie. Proszę zwrócić uwagę, ze gdyby nie nagranie, to sprawa nie byłaby taka jasna. Mielibyśmy słowo jednego człowieka przeciwko kilku funkcjonariuszom policji, osobom zaufania publicznego! Pomimo tego nagrania i tak Prokurator Renata Banasiak wniosła o warunkowe umorzenie sprawy! Argumentowała, że „oskarżony działał w silnym stresie, w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia”. Proszę zwrócić uwagę, gdybym ja skopał policjanta po głowie, to byłoby to według prokuratury bardzo poważne przestępstwo. Natomiast skopanie przechodnia przez policjanta usprawiedliwia się stresem. Przecież to jest wyjątkowo szkodliwe społecznie przestępstwo, bo podważa zaufanie do policji! Dlaczego wyrok jest w zawieszeniu?

Ta sama sytuacja, ale z nałożonymi zeznaniami policjanta i wypowiedzią premiera…

Ostatnio głośna jest sprawa szamotaniny posła Przemysława Wiplera z policją. Minister Sienkiewicz komentować nie chciał, dla niego jest tylko ważne, czy policjanci wiedzieli, że to poseł. Otóż nie jest to najważniejsze w tej sprawie. Po pierwsze oczekiwałbym od ministra czy komendanta policji jasnej deklaracji, ze nawet jak człowiek jest pijany i agresywny, to policja nie ma prawa bić go po twarzy czy lać gazem prosto w oczy. Sprawa wciąż jest niejasna, poseł od początku domaga się ujawnienia nagrań z monitoringu. Jeżeli byłby winny to znaczy, że albo „film mu się urwał, nie pamięta niczego”, albo tak dostał po głowie, że kompletnie zgłupiał. Jedyna inna możliwość jest taka, ze policjanci faktycznie przekroczyli uprawnienia, a nie wiedząc, że mają do czynienia z posłem potraktowali go tak jak nieraz traktują osoby pod wpływem alkoholu. W takim wypadku policja miałaby opory przed ujawnieniem nagrań z monitoringu. Gdzie są te nagrania? Heloł? Nie wiem jak Wipler zachowuje się po alkoholu, więc niczego nie przesądzam. Chcę jednak zobaczyć dowody.
Na koniec kilka słów o „zarzyganej koszulce” i gazie pieprzowym. Gaz pieprzowy jest faktycznie płynem a za jego skuteczność odpowiada kapsaicyna, taka jak zawarta w ostrych przyprawach np. papryce chili. Użycie gazu do obrony własnej zgodnie z przepisami jest trudne, bo wymaga jego rozpylenia w odlełosci około 1 – 1,5 m od napastnika. Najczęsciej używany jest z małej odległości, prosto w twarz. W takiej sytuacji osoba potraktowana gazem ma wrażenie „polania żrącą substancją”, bo gaz osiądzie w postaci płynu i zacznie piekielnie palić oczy, nos, jamę ustną, gardło itd. Bardzo szybko występuje opuchlizna i w efekcie ofiara przestaje cokolwiek widzieć – oczy są tak zapuchnięte, że nie można ich otworzyć (dla osoby zdrowej użycie gazu jest raczej niegroźne dla życia i zdrowia, ale np. dla kogoś chorego na astmę może już być niebezpieczne). To działanie dokładnie pasuje do opisu podanego przez posła Wiplera. Gazu prawdopodobnie użyto ze zbyt małej odległości, a oślepionego policjanci powinni już stosunkowo łatwo obezwładnić. W opowieść o pośle-batmanie, w pojedynkę bijącym sześciu policjantów trudno mi uwierzyć, chetnie zobaczyłbym to na zapisie monitoringu, tym bardziej, że wg. znakomicie posługującego się policyjnym żargonem „świadka” to wcale nie świadczyło o nieudolności policjantów. Sama koszulka posła wygląda na pobrudzoną kapsaicyną (spływającą ze łzami) i krwią (z ran na twarzy). Tak, gaz pieprzowy naprawdę zostawia ślady.

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook