Mam mocodawców z każdej strony :)

To niesamowite co ludzie potrafią sobie wymyślić. Ostatnio dostaję śmieszne listy, a nawet miałem bardzo zabawną rozmowę, z niby wykształconym człowiekiem. Okazuje się, że jestem na czyiś usługach, nie chcę napisać prawdy o mieście, bo jestem na pasku/garnuszku. Autorzy tych listów i wypowiedzi nie są tylko zgodni na czyim.

Jest dobrze, bo najbardziej skrajni ludzie mnie nie lubią. Końcem lutego otrzymałem bardzo ciekawy list od czytelnika (taki tradycyjny list, w kopercie). Nie żaden anonim, podpisany z imienia i nazwiska przez najprawdziwszą osobę, żyjącą w Krośnie. W liście tym zarzucono mi, że „nie napisze prawdy o mieście” bo jestem na „łasce-garnuszku prezydenta”. Niesamowite, czego to się człowiek dowiaduje. Z drugiej jednak strony faktycznie dość często mi się obrywa od przeciwników obecnej władzy samorządowej, za to, że jeszcze nigdy nie skrytykowałem idei utworzenia CDS czy strefy inwestycyjnej przy lotnisku czy za to, że odmówiłem złożenia podpisu pod referendum przeciwko powstaniu kasyna w mieście. Przecież w wyobraźni niejednego skrajnego osobnika te fakty mogą świadczyć tylko o jednym: „jestem na pasku”! Nie może być inaczej!

…to znaczy, może być, jak ktoś jest skrajny, ale w drugą stronę. Wtedy zaczynają się oskarżenia o to, że mam „mocodawców”, jakiegoś „prezesa”. Ba, w marcu bardzo ciekawy list elektroniczny, także podpisany z imienia i nazwiska, otrzymał Red. Nacz. Krosnocity.pl. z tego listu (podobno rozesłanego do wielu osób) można było się dowiedzieć, ze zapewne mam jakieś powody, żeby niszczyć…CDS. Niesamowite, szczególnie w porównaniu z zarzutami pod moim adresem kierowanymi z drugiej strony.No ale tak jest, jak sam fakt poinformowania o zwiększeniu kapitału spółki przez gminę, ktoś już traktuje jako atak. ..no bo cóż więcej zrobiłem? Np. napisałem kiedyś, że „ciuchcia z CDS” jeździ jakaś taka pusta i może niepotrzebnie do parku. To już zbrodnia? Trudno, jak ktoś wydaje tzw. pieniądze publiczne, to musi się liczyć, że inni będą to oceniać i nie zawsze będą szczęśliwi.

O tym, że mam „mocodawców” także niezbicie świadczyć może, że w relacjach cytuje radnych opozycji i to bez jakiś złośliwych komentarzy czy nieprzyzwoitego skracania kontekstu (np. tak jak w jednym medium, którego z litości nie wymienię, skrócono oświadczenie Klubu Platformy Obywatelskiej do jednego zdania).

Jakież było zaskoczenie pewnego studenta dziennikarstwa, który skontaktował się ze mną w sprawie jednego z artykułów nt. samorządu i słownego ścięcia prezydenta z opozycją. Student pisał pracę zaliczeniową o styku mediów z samorządem, jeden z moich tekstów go zainteresował jako przykład. Pytał o różne rzeczy: skąd informacje, jak jest z jawnością obrad, jak powstaje materiał, czy jest jakaś „linia programowa” i dlaczego cytowałem wypowiedzi radnych opozycji, których nikt inny nie zacytował w relacjach na ten sam temat itd. Na koniec zapytał o moje zdanie, co ja uważam na ten temat. Jak wspomniałem, był zaskoczony, bo powiedziałem, że w tej sprawie przekonują mnie argumenty prezydenta. Szok. Jak dziennikarz może w ogóle cytować stronę, z którą się nie zgadza?! To dla osób wychowanych na niektórych mediach, szczególnie z poprzedniej epoki, może być prawdziwy szok. Gorzej, że to zaskakuje także młodego człowieka. Trudno.

Niech wszelacy przedstawiciele skrajności nadal imaginują sobie garnuszki, mocodawców i wiadome powody. Pozostałym życzę miłego weekendu i jak najszybszego nadejścia wiosny!

Komentarze

komentarzy

1 Komentarz

  • Yeri 22 marca 2013 Odpowiedz

    Problem jest taki, że mało kto czyta ze zrozumieniem (o ile w ogóle czyta), za to każdy słucha co inni gadają i zwykle puszcza to dalej, zwykle coś od siebie dołożywszy i potem się robi młyn. Do tego niektórzy celowo wypuszczają nieprawdziwe informacje, no i potem jest tak, że „co się Pan CDS-u czepiasz, pewnie prezydent Ci płaci!!”.

    BTW, wiosna już przyszła (tylko, że jeszcze jej nie widać, hehe).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook