Andrzej Zawodowiec

Tragiczna w skutkach strzelanina w Sanoku skupiła uwagę mediów ogólnopolskich. Dziennikarze głośno zadają pytania, zastanawiają się czy wszystko zrobiono prawidłowo? Mnożą się pytania i wątpliwości. Ja przypominam akcji sprzed ponad 10 lat. Wtedy ogłoszono wielki sukces policji, bo nikomu na szczęście nic się nie stało. Jednak moim zdaniem już wtedy policja pokazała bezradność wobec uzbrojonych napastników, a rok później mieliśmy przykład totalnej porażki naszych „profesjonalistów” pod Magdalenką. Prokuratura Okręgowa w Krośnie twierdzi, że „brak jest uzasadnionego podejrzenia przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez policjantów” w strzelaninie w Sanoku. Inaczej uważają dziennikarze ogólnopolskich i sanockich mediów, z którymi rozmawiałem i którzy zajmują się tą sprawą.

Niepokoją liczne niejasności w sprawie śmierci Andrzeja B. i Kamili M. Np. skąd można być pewnym, że Kamila chciała pozostać w mieszkaniu z własnej woli? Sama rzekoma deklaracja osoby, która ma za plecami uzbrojonego mordercę nie jest za bardzo przekonująca. Jak to się stało, że za pewnik przyjęto, że dziewczyna chce tam zostać? Dziennikarze pytają też o postępowanie policji wobec rodziców Kamili. Zdziwienie budzi fakt, że policja nie miała pojęcia co się dzieje w mieszkaniu. Przynajmniej jeden strzał Andrzej B. oddał bez tłumika (nie mógł najpierw zastrzelić się, a później zdjąć tłumika). Jak to się stało, że tego strzału/ 2 strzałów nikt nie usłyszał?

Dlaczego od razu przedstawiono wersję o podwójnym samobójstwie, skoro wszystko wskazuje, że to Andrzej strzelał do Kamili. Czy dlatego, że wersja o samobójstwie jest najwygodniejsza z punktu widzenia osób prowadzących akcję? Zresztą to dość dziwna sytuacja, wyobraź sobie: ktoś inny strzela Ci w głowę, a policja informuje cały świat, że popełniłeś samobójstwo. Sąsiedzi z bloku donosili dziennikarzom o strzałach z karabinu i krzykach kobiety w czasie szturmu. Dziennikarze nie traktowali tego początkowo poważnie, ponieważ policja twierdziła, że w czasie szturmu nie użyła broni.  Jednak wkrótce okazało się, że jednego psa Andrzeja B. zastrzelili policjanci. Antyterroryści używają między innymi pistoletów maszynowych, które przez przypadkowego postronnego obserwatora mogą brzmieć i wyglądać jak „karabiny”. Tym samym potwierdziła się informacja od mieszkańców, mówiąca o strzałach w czasie policyjnej akcji, co w takim razie z „krzykiem kobiety”?

Porażka

Podczas oblężenia mieszkania wielokrotnie informowano, że priorytetem jest bezpieczeństwo dziewczyny, że traktowana jest ona jak osoba postronna i policja nie chce, żeby jej się coś stało. Niestety, stało się i to bardzo. Tym samym nie sposób nazywać tej akcji sukcesem, nie wypełniono założonego zadania. Na razie nie podano informacji czy Kamila zginęła na łóżku, czy w innym miejscu, tylko została przeniesiona. Za wersją mówiąca o tym, że chciała zginąć razem z Andrzejem może przemawiać to, ze nie było innych śladów przemocy. Z drugiej strony nie zostawiła żadnego listu, nawet sms, z nikim się nie skontaktowała, żeby się pożegnać? To aż niewiarygodne i nie dziwię się rodzinie, że podważa „oficjalną wersję”. Pewnym nadużyciem są też informacje, że Andrzej i Kamila „trzymali się za ręce”, bardziej precyzyjne byłoby określenie, że po zastrzeleniu Kamili, Andrzej wziął ją za rękę i strzelił sobie w łeb.

Jak to było 10 lat temu

Ponad 10 lat temu policja była chwalona za profesjonalizm w sytuacji w pewnym sensie podobnej. Trzech bandytów, obywateli Niemiec napadło na bank w Niemczech. Napad nie poszedł zgodnie z planem, przestępcy wzięli zakładniczki i zaczęli uciekać. Z Niemiec wjechali do Polski. Na terenie naszego kraju byli cały czas ścigani i obserwowani z policyjnych radiowozów i śmigłowców. Podczas tankowania na stacji benzynowej jedna z zakładniczek uciekła. Przestępcy zostali więc już z tylko jedną zakładniczką. Sytuacja była o wiele prostsza niż ta w Sanoku, kilka dni temu. Bandyci z Niemiec nie byli oskarżani o morderstwo, nie groziły im aż tak wysokie wyroki jak Andrzejowi B. Byli w samochodzie, a nie w mieszkaniu itd. Pomimo tego polska policja była… bezradna. Tak, bezradna, najwyraźniej jak bandyta ma broń i zakładnika, to nasi eksperci nie potrafią robić nic, poza obserwacją. Przestępcy wraz z zakładniczką wyjechali na Ukrainę. Tłumaczono, „że nic więcej nie dało się zrobić, że samochód jechał szybko i w ogóle bezpieczeństwo zakładniczek”… Tylko jakoś Ukraińska milicja dała radę ich zatrzymać, a nawet skłonić do poddania się. To tylko przez całą Polskę można przejechać z zakładnikiem, a nawet porwaną osobę (!) wywieźć z kraju (!), pod okiem policji (!). Jak wspomniałem, ta totalna porażka została okrzyknięta sukcesem, tylko dlatego, że nikomu nic się nie stało. Już wtedy to krytykowałem, zwracając uwagę, że świadczy to o bezradności policji, teraz przypomniałem sobie o tamtej sprawie w związku ze strzelaniną w Sanoku. Andrzej z Sanoka był zabarykadowany w mieszkaniu, dlatego nie mógł wyjechać z zakładniczką na Ukrainę…

Magdalenka

W rok po rajdzie niemieckich bandytów przez Polskę, w policyjnym szturmie zginęło 2 antyterrorystów, a kolejnych 16 zostało rannych. To bilans starcia ateków z dwoma groźnymi gangsterami w marcu 2003 roku, pod Magdalenką. Mogło być jeszcze gorzej, pojawiły się informacje, że kompani gangsterów zrezygnowali z odsieczy, podczas gdy mogli zaatakować w chwili, gdy policjantom brakowało amunicji! Czysty profesjonalizm…

Wnioski?

Z tych spraw wynikają niestety smutne wnioski. Można odnieść wrażenie, że nie jesteśmy dostatecznie chronieni przed bandytami czy zamachowcami, chyba, że jest to jakiś „bzdurabomber” ogłaszający swoje zamiary na portalach społecznościowych, i który ma drużynę agentów ABW jako pomocników i doradców. Tymczasem współczesna kultura nieraz pokazuje, że pozytywni bohaterowie, to ci co zabijają policjantów („Matrix”) albo są płatnymi mordercami opiekującymi się nastolatkami („Leon Zawodowiec”).

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • ELare 16 stycznia 2013 Odpowiedz

    Przeczytałem Pana komentarz i uważam go, delikatnie mówiąc, za mało poważny. Tradycyjnie jednak w takich sytuacjach jak grzyby po deszczu wyrastają nam „specjaliści” którzy piszą co Policja powinna, a czego nie zrobiła. Po kolei:
    1) Genezą tej całej (moim zdaniem) sytuacji są karygodne błędy wychowawcze. KARYGODNE !!! Jeżeli nastoletnia dziewczyna zadaje się z (delikatnie mówiąc) człowiekiem wątpliwej reputacji, to jest moment, w którym powinno zapalić się żółte światło. Komu ? No chyba wiadomo. Tolerowanie sytuacji, w której nastoletnia dziewczyna mieszka z facetem prawie o połowę starszym, o którym powszechnie wiadomo kim jest, dwukrotnie rozwiedzionym, skazanym nie jednym wyrokiem Sądu jest już chyba na pograniczu prawa, nie mówiąc o moralności i innych wartościach. I tak naprawdę to jest główna przyczyna tego dramatu, bo niewątpliwie młoda dziewczyna jest osobą, której w tym wszystkim szkoda, tak po ludzku. 16 czy 17 letnia dziewczyna powinna chodzić do szkoły, uczyć się. Owszem – ma prawo do błędów, buntu, ale tu jest rola rodziców, by walczyć o swoje dziecko. A tu ? Z czym mieliśmy do czynienia ? Z typową sytuacją, znaną z naszego otoczenia ? Tak ? To przyzwolenie na taki sposób życia tej młodej dziewczyny stał się ostatecznie przyczyną tej tragedii.

    2) Sama akcja Policji – pewnie można się będzie przyczepić do wszystkiego. Dlaczego to, dlaczego tamto. Po pierwsze jednak – nie zginął nikt z osób niezaangażowanych bezpośrednio w konflikt. Ja już sobie wyobrażam co by było, gdyby np. jakiś sąsiad ucierpiał (lub stracił życie) w wyniku zawieruchy jaką rozpętała Policja. I to jest najważniejsze, mieszkańcom bloku i osiedla zapewniono bezpieczeństwo.

    Po drugie -” Dlaczego od razu przedstawiono wersję o podwójnym samobójstwie, skoro wszystko wskazuje, że to Andrzej strzelał do Kamili”. Kłania się kryminalistyka i pojęcie samobójstwa rozszerzonego.
    Z literatury:
    Samobójstwo rozszerzone — tak obecnie lekarze psychiatrzy tłumaczą przypadki, których podłoże wiąże się z załamaniem nerwowym i depresją, kiedy osoba popełniająca ten czyn ma poczucie głębokiej winy, sytuacji bez wyjścia, beznadziejności i osamotnienia. Jak wynika z obserwacji, nie jest to akt spontaniczny, poprzedza go splot wielu silnych emocji i negatywnych wydarzeń.
    Motywy takiego rozszerzonego samobójstwa wiążą się z dążeniem do uchronienia najbliższych przed nieszczęściem, cierpieniem i sytuacją bez wyjścia, w której — zdaniem pacjenta — znaleźli się najbliżsi. Dotyczy to zwykle osób, z którymi pozostaje on w bliskim związku emocjonalnym (najczęściej są to dzieci, niekiedy współmałżonek). Samobójstwo rozszerzone zdarza się w ciężkich depresjach psychotycznych, gdy chory chce ustrzec swoich bliskich przed rzekomymi prześladowaniami czy aresztowaniem.

    Z tego punktu widzenia, proszę Pana, to nie jest tak, że „ktoś inny strzela Ci w głowę, a policja informuje cały świat, że popełniłeś samobójstwo” To jest nieco bardziej skomplikowane, niż się Panu wydaje i tego nie da się oceniać, jak Pan to próbuje, metodą zero-jedynkową, tj. jak mi strzelił w głowę, to jest czyste zabójstwo. Owszem, na gruncie Kodeksu karnego to tak, ale z punktu widzenia kryminalistyki czy wiktymologii już nie.
    Tu, można domniemywać, mieliśmy do czynienia z bardzo silnym uzależnieniem emocjonalnym młodej dziewczyny od starszego mężczyzny. W końcu 30-to kilkuletniemu Panu z pewnością nie trudno manipulować emocjami zakochanej nastolatki. Ale pojąć to wszystko nie jest tak prosto…

    Dodatkowo fakt, że dziewczyna nie była bita, nie zidentyfikowano śladów przemocy fizycznej też ma tu kolosalne znaczenie. Poczekajmy jeszcze na BADANIA TOKSYKOLOGICZNE – one bardzo wiele wyjaśnią, szczególnie, że wiemy o narkotykowej przeszłości Pana B.

    Nikt nie informował o krzykach w trakcie tych kilkunastu godzin akcji. Trudno też wyobrazić sobie sytuację, że ów bandzior przez cały czas trzymał tę dziewczyną „na muszce”. Nie, nie sądzę. W końcu zginął w garniturze. Nie chce mi się wierzyć, że to przypadek. Nie chce mi się wierzyć, że od wczesnego poranka ubrał się w garnitur, prawdopodobnie założył go podczas „oblężenia”. Skoro tak, to można przypuszczać, że jedną ręką tego nie robił. A jeśli tak, to dziewczyna nie była cały czas na celowniku (gdyby przyjąć, że była terroryzowana). Więc na pewno miała okazję, by chociaż raz wykrzyknąć „pomocy” lub coś w tym rodzaju. Nic o tym nie wiemy, nikt tego nie słyszał. To wskazuje, że fizyczna przemoc nie była stosowana. Moim zdaniem nie.

    Można zgodzić się rzeczywiście z tym, że przekaz medialny naszej Policji szwankuje. Zrozummy jednak, że Policja to nie są macherzy od konferencji prasowych. Istotnie jednak informacje przekazywane przez Policję nie są spójne i to jest mankament, dający Panu i innym pole do spekulacji – zupełnie niepotrzebnych.

    Mógłbym jeszcze długo, ale na koniec wkleję Panu coś znalezionego w internecie. Pod rozwagę…

  • ELare 16 stycznia 2013 Odpowiedz

    „Zalamana jestem postawa ojca. Bylam sasiadka panstwa M, mieszkalam niedaleko.Mam corke, ktora kolegowala sie z Kamila, i Paula, starsza corka panstwa M. Utrzymywaly ze soba kontakt, dopoki Kamila nie wpadla w nieciekawe towarzystwo, jej siostra rowniez, nie wolno o tym zapominac.Ona miala 14 lat, jak zaczela „chodzic” z tym czlowiekiem.Byly narkotyki, alkohol, zabawy do bialego rana.Byli koledzy, ktorzy byli niewiele starsi od matki Kamilii, zony Pana M.Wszystko za zgoda i aprobata rodzicow.Wedlug relacji mojej corki moge powiedziec, ze tylko Kamila mogla spedzac noce poza domem, odwiedzac nocne kluby, farbowac wlosy, ubierac sie i malowac, jak 20 latki.Jak to sie wszystko zaczelo miala niespelna 14 lat.Nie mozna powiedziec, ze rodzice nie akceptowali tego zwiazku, jej stylu zycia.Ojciec wije sie jak piskorz, utwierdzajac opinie publiczna, ze nie akceptowal wybranka Kamilii.Czlowiek-Andrzej B. pojawial sie w domu rodzicow dziewczyny, mieszkal nawet u M. przez krotki okres. To dziecko zostalo przez rodzicow zostawione same sobie.Matce nie przeszkadzal fakt, ze kochanek corki podrzuca ja do domu z zakupami, czego bylam swiadkiem.Syn panstwa M tez na towarzystwo bandziora, i jego kolegow nie narzekal, jak ostentacyjnie ogladal kolejne auta bandziora, zaparkowane pod domem panstwa M. Sasiedzi widzieli, obserwowali, zapewne zechca zeznawac, jak bedzie potrzeba. Panie Marianie… Wstydzilby sie Pan tych wystapien, zarzutow, szukania winnych.Wie pan, ze zabronilam corce kontaktow z Kamila, jej towarzystwem?Wie Pan jak to zrobilam?Zamknelam w domu, odcielam od internetu, telewizji, zabralam kosmetki, ubrania, kieszonkowe.Posadzilam przy biurku, kazalam sie uczyc.Byl bunt, lzy, wyzwiska, nawet rozbite drzwi do pokoju.Byly awantury trwajace kilka miesiecy.Byly mrozace krew w zylach deklaracje ze strony corki.W koncu, z desperacji, checi ratowania dziecka wynieslismy sie z Leska.Zaczynalismy od zera, ale z dala od kryminalistwo, ktorych moja K. poznala dzieki Kamilii i Pauli.Dzis moja K. uczy sie w liceum, jest dobra uczennica.Ma chlopaka, rowiesnika.Znam jego rodzicow.Sa pozadnymi ludzmi. Wie Pan kim jestem?Watpie. Nie sadze, ze zna Pan rodzicow, domy kolegow swojej zamordowanej corki.Nie zna Pan tych ludzi, dlatego, ze nie okazal Pan zadnego zainteresowania, tym, co wyprawia Pana corka.W glebi serca mam nadzieje, ze uratuje Pan Paule.Moze opinia publiczna, i jej negatywny stosunek do Pana w tym pomoga.Syn rowniez zasluguje na uwage, jesli nie chce Pan ogladac dzieci w grobie, czy za kratami. Wspolczuje, ale nie zaluje, ani Pana, ani malzonki, ani Kamilii. Tak konczy sie zycie kazdego, kto laczy swoja przyszlosc ze swiatem przestepczym.I Pan, jako ojciec, dorosly czlowiek, z doswiadczeniem zyciowym powinien o tym wiedziec, i uswiadomic o tym corke ponad dwa lata temu.Ja tak zrobilam.Moje dziecko zyje.”

    Pisownia oryginalna

  • Yeri 17 stycznia 2013 Odpowiedz

    ELare-

    zgadzam się z Tobą co do samobójstwa, to, że nie strzeliła do siebie osobiście wcale nie świadczy, że stało się to wbrew jej woli, co zdają się potwierdzać inne okoliczności, jak brak śladów przemocy, odświętne ubrania, itp. Robienie z niej ofiary „na siłę” jest trochę niepoważne, jak stwierdziłeś najlepiej poczekać na wyniki toksykologii i całego śledztwa.

    Jednak nie podoba mi się inna część Twojej wypowiedzi, dlaczego zarzucasz autorowi mało poważne podejście do sprawy? Napisał co uważał, możemy z tym polemizować, ale pierwsza Twoja część wypowiedzi- o roli wychowania- jakkolwiek słuszna, jest kompletnie nie w temacie, którym jest akcja Policji, o której pisze autor.

    Wg mnie największym problemem są pojawiające się niejasne sugestie, jakoby dziewczyna mogłaby być zastrzelona przez Policję podczas wejścia do mieszkania, ale tu trzeba poczekać na wyniki badań balistycznych i wszystko będzie jasne, nie ma sensu niepotrzebnie rabanu robić zanim się wszystko nie wyjaśni.

  • Yeri 17 stycznia 2013 Odpowiedz

    Hauer, pamiętam jak 10 lat temu oglądaliśmy razem relację z tej wielkiej ucieczki z Niemiec i się nie mogliśmy nadziwić, jak łatwo sobie chłopaki przez Polskę przejechali 🙂
    Tu bym jednak trochę inaczej na to popatrzył, Andrzej nie groził, że zrobi krzywdę dziewczynie, a po to się przecież zakładników bierze, pomimo to Policja na wszelki wypadek zwlekała ze szturmem, w trosce o jej bezpieczeństwo.
    To z tą drugą kulą w głowie dziewczyny trochę dziwne jest i mnie osobiście kojarzy się z aferą po śmierci prezydenta Kennedy’ego, ale w sumie możliwe, a badanie balistyczne rozwieje wątpliwości.

  • Piotr 17 stycznia 2013 Odpowiedz Author

    @Yeri, słuszna uwaga, poruszam temat akcji policji. 10 lat temu pokaz bezsilności okrzyknięto sukcesem, a rok później doszło do masakry antyterrorystów. Dzisiaj znowu nieudana akcja okrzyknięta jest sukcesem. Temu się sprzeciwiam, bez względu na błędy wychowawcze rodziców dziewczyny.

    @ELare, po kolei:
    ad 1) Błędy wychowawcze (w odniesieniu również do cytowanego wpisu). Nie chcę rozwijać dyskusji w tym temacie, bo dzisiejsi rodzice naprawdę w coraz bardziej znikomym stopniu odpowiadają za wychowanie. Kiedy mają to robić? Dzieci spędzają czas w przedszkolach i szkołach, pod opieką innych, gdy rodzice są w pracy i to jest w dobrym przypadku. W złym, dziećmi opiekuje się babcia albo ciocia, a rodzice są w Rzymie albo Londynie. Szkoła, szczególnie gimnazjum, wypiera się, że za wychowanie nie odpowiada, tylko ma uczyć. Na dodatek dla ratowania statystyk zamiata się pod dywan wszelkie patologie na terenie szkoły: pijanych uczniów, przemoc (w tym seksualną), wymuszenia. Gdy w Krośnie pewna pani pedagog zaczęła reagować, wzywać policje z alkomatem, wzywać rodziców, to dyrekcja szkoły musiała wyjaśniać w Wydziale Edukacji „dlaczego akurat ta szkoła ma problem z alkoholem”… no miała problem, bo reagowała i patologia ujawniła się w statystyce. Wkrótce niepokorna pani pedagog straciła pracę w tej szkole. Skąd rodzice gimnazjalistów mają wiedzieć, jak dziecko zachowuje się w szkole, jeżeli szkoła to ukrywa? Inny przypadek, z zeszłego roku, tym razem z podstawówki. Dziecko ma wypadek na terenie szkoły. nikt nie wzywa pogotowia, nikt nie zawiadamia rodziców. Dowiadują się, ze „był mały wypadeczek” dopiero gdy przychodzą po 7-latka po południu. Sami zabierają dziecko na pogotowie i do szpitala, okazuje się, że chłopak miał…złamany nos. To jest uraz głowy, obowiązkowo do konsultacji z lekarzem…a tu „mały wypadeczek”…Dzieci zabiera się rodzicom pod przymusem (obowiązek szkolny), ale nie dba się o ich wychowanie. Więc o czym my mówimy? Jacy rodzice, jacy pedagodzy? Dzieci w tym kraju wychowują się same. Przytoczony przez Pana przypadek to ewenement. Ktoś miał czas, możliwości i determinację, żeby upilnować dziecka wbrew szalejącej ideologii „bezstresowego wychowania” i chwała mu za to.

    Ad 2) Oczywiście, ze mogło być gorzej, pytanie czy to policja uchroniła mieszkańców bloku przed wdarciem się gangstera do innego mieszkania? Myślę, ze nie. Bandzior albo nie wpadł na ten pomysł, albo nie mógł forsować drzwi innego mieszkania bo… nie mógłby równocześnie pilnować Kamili.
    Oczywiście znam pojęcie „samobójstwa rozszerzonego”, podkreślam, że nie mamy pojęcia (ani policja nie miała!)co działo się w mieszkaniu. Tym samym nie ma podstaw do akurat takiego wniosku. Zarówno Pan, jak i Yeri mówicie o garniturze, ale czy przyjmujecie, ze Andrzej mógł założyć tłumik na broń, zastrzelić Kamilę, założyć garnitur, odkręcić tłumik, położyć się obok niej, wziąć ją za rękę i zastrzelić siebie? Nie musiał się przebierać gdy ona żyła, natomiast prokuratura nie potwierdziła plotki o sukience. Podkreślam, że gdyby tak to wyglądało, to tylko 1 strzał był oddany bez tłumika, a i tego policja nie słyszała. Zatem nie może Pan być pewien, ze dziewczyna nie krzyczała, policjanci nawet nie słyszeli strzałów, co dopiero krzyku o pomoc. Tak, trudno sobie wyobrazić, ze ją trzymał na muszce, ale zastraszonej osoby, nie trzeba bez przerwy trzymać na celowniku. Ja nie twierdzę, że „na pewno tak było”, pokazuję wyłącznie, że gdyby wołała o pomoc, to nikt by jej nie usłyszał. Nikt nie słyszał strzałów, ale były, skąd pewność, ze nie było krzyku? Bo nikt nie słyszał? 17-latka krzyczy głośniej niż Makarow?
    Oczywiście, czekamy na badania toksykologiczne i badania innych śladów. Przykładowo, jeżeli Kamila była zastrzelona z użyciem tłumika, to na tłumiku będą ślady, strzał był „z przyłożenia”.
    Powtarzam też, skoro policja postawiła sobie cel: ochronę życia tej dziewczyny i z tego powodu akcja trwała aż kilkanaście godzin, to należny uznać, że jej śmierć jest niepowodzeniem akcji. Podobnie, jak samobójca wejdzie na komi huty i negocjatorom uda się go skłonić do zejścia, to jest sukces, a jak chłop skoczy i się zabije, to jest porażka.

  • Piotr 26 stycznia 2013 Odpowiedz Author

    Po przesłuchaniu kilkudziesięciu świadków potwierdza się, że nikt nie słyszał krzyków z mieszkania. Nikt też nie słyszał strzałów, a co najmniej jeden był oddany bez tłumika.

  • Yeri 26 stycznia 2013 Odpowiedz

    No to albo strzelał do siebie w momencie jak wchodzili do mieszkania, albo coś się nie zgadza.
    Ciekawe co wyjdzie w sprawie tego zastrzelonego pod cerkwią, może się jeszcze okaże, że to nie Andrzej B. go zastrzelił?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook