Tak zwane „nowe miejsca pracy”

Nawet w podręcznikach, których autorzy nazywają siebie ekonomistami, możemy znaleźć frazesy i slogany o „wspieraniu small biznesu” czy „aktywnej roli państwa w tworzeniu nowych miejsc pracy”. Czy to w ogóle ma ekonomiczne uzasadnienie? Oczywiście patrząc z klasycznego punktu widzenia ekonomii jako nauki o wydajnym zarządzaniu ograniczonymi zasobami.

Powiedzmy sobie szczerze, gdybyśmy mieli jakaś „magiczną technologię”, pozwalająca produkować nieograniczone ilości zasobów całkowicie za darmo, to żadna ekonomia, jako nauka, nie byłaby nam potrzebna. Niestety tak nie jest, poruszamy się w świecie pełnym ograniczeń i musimy w jakiś sposób zarządzać rzadkimi i niewystarczającymi zasobami. Niby oczywiste rzeczy piszę, ale najwyraźniej trzeba o tym czasem przypominać, szczególnie, że niektórym osobom wydaje się, ze jak państwo, albo gmina coś dofinansowuje, to te środki są jak biblijna „manna z nieba”. Nie są. Tu znowu oczywistość: żeby można było coś rozdać z „pieniędzy publicznych” to najpierw trzeba komuś zabrać. W zasadzie są to pieniądze państwa czyli Szanownych Pana i Pani, którzy właśnie czytacie ten skromny felieton.

Zajmijmy się teraz przypadkiem szczególnym, jakim jest „aktywne tworzenie nowych miejsc pracy” – czyli wydawanie państwowych lub gminnych pieniędzy na „walkę z bezrobociem”.

Za przykład posłużą mi dwa rodzinne zakłady motoryzacyjne: „Nowak & Syn” i „Kowalski & Syn” działające w jednej Fikcyjnej Miejscowości. Oba fikcyjne zakłady przezywały pewne trudności, a do czary goryczy dolewał jeszcze miejscowy samorząd: wzrosły podatki od nieruchomości i inne opłaty. Nowak zlikwidował swoją działalność, następnie jego syn otworzył nowy zakład motoryzacyjny, korzystając z możliwości tworzonych przez wójta i  gminę – „Żłobka dla firm” dotowanego hojnie z budżetu gminy. Tam, mógł dalej robić to samo, tylko na preferencyjnych warunkach. Oczywiście zatrudnił swojego ojca, firmę nazywając „Syn & Ociec”. Tymczasem Kowalski przez jakiś jeszcze czas próbował prowadzić działalność, jednak wysokie opłaty i konkurencja doprowadziły go do upadku. Kowalski-ojciec zarejestrował się w Powiatowym Urzędzie Pracy, Kowalski-syn wyjechał do Londynu.

Pytanie: ile miejsc pracy stworzono dzięki zabieraniu pieniędzy przedsiębiorcom i przekazywaniu ich na dofinansowanie „preferencyjnych warunków dla tworzących nowe miejsca pracy”? W tym przypadku – 2. Jednak władze Fikcyjnej Miejscowości wykażą w statystyce +2. W ogóle nie będą wiązały upadku firmy Kowalskiego ze swoimi działaniami. Nie wezmą też pod uwagę, że firma Nowaka mogłaby spokojnie działać w innym miejscu, gdyby nie nadmierne obciążenia finansowe.

Jak to działa? Aby w budżecie państwa były pieniądze to najpierw trzeba je komuś zabrać. Zabiera się po cichu, często podatkami „pośrednimi”, bagatelizuje się wysokość danin etc. Jest dość oczywiste, że po przepuszczeniu przez państwową maszynkę, te pieniądze nie wrócą już do gospodarki w tej samej ilości. Należy uwzględnić koszty poboru podatku i całej biurokratycznej obsługi.

Jeżeli „specjalne strefy ekonomiczne” (te z ulgami podatkowymi) są dobre, jeżeli „preferencyjne warunki” (np. niższy czynsz) w różnych Inkubatorach są dobre, to dlaczego z całej gminy, albo z całego kraju nie zrobić takiej „specjalnej strefy”? No dlaczego? Bo nie będzie zajęcia dla biurokratów? Nie będzie etatów dla „krewnych i znajomych królika” z rządzącej opcji, z dobrą pensją, na których praktycznie nie trzeba pracować? Tak, tego zabraknie, ale czy większość z nas ma się tym martwić?

Na koniec, ku zastanowieniu, ciekawy materiał o sukcesie gospodarczym Szwajcarów: Obserwator o Szwajcarii

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Szpieg 11 stycznia 2013 Odpowiedz

    Podatki lokalne firm raczej nie wykańczają. Firmy wykańcza przede wszystkim ZUS – który się płaci niezależnie od dochodu, to jest główny zabójca zwłaszcza małych, wchodzących na rynek firm. Dwa „preferencyjne” lata płacisz tego cholerstwa niecałe 400, potem już niemal tysiąc za siebie samego. Jak zatrudniasz pracowników, to właśnie ZUS sprawia, że ich koszty są niemal o połowę wyższe od tego, co faktycznie dostają na rękę. No i oprócz tego niekończące się utrudnienia przepisów podatkowych, kontrole, kary etc.

  • Piotr 11 stycznia 2013 Odpowiedz Author

    Oczywiście Szpieg, masz rację. Jest mnóstwo czynników, które mają wpływ na rynek pracy. Na dodatek większość wywiera o wiele silniejszy efekt niż podatki lokalne. Mimo wszystko uważam, ze ostatnia podwyżka w Krośnie może być przyczyną likwidacji nawet 30-40 miejsc pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook