„Nie kradnę”

Fundacja „Wolność od Religii”, wraz z szeregiem innych organizacji, prowadzi ciekawą kampanię. Jej celem jest  wywołanie ogólnopolskiej dyskusji na temat „obiegowego postrzegania wartości uniwersalnych jako zasad przynależnych religii”. Ok, podyskutujmy zatem, zaczynając od „nie kradnę”. Jak to jest z wiarą i kradzieżami?

Kampania prowadzona jest pod hasłami: „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę”, stosowne billboardy pojawiły się już tu i ówdzie. Pozwalam sobie zwizualizować jeden z nich pożyczając grafikę ze strony Fundacji.

 

Kampania ma przekonywać, że ateiści nie są wcale gorsi od wierzących i też nie zabijają i nie kradną. Skoro twórcy akcji chcą dyskutować, to dyskutujmy. Żeby było ciekawej, to zacznijmy od środka, od „nie kradnę”.

Zwolennicy tej kampanii przekonują, że nie trzeba wcale być człowiekiem wierzącym, żeby „nie kraść”. Zapewne mają rację i jest to możliwe. Pytanie czy jest to norma? Doświadczenie przecież poucza nas, że złodziej się nie obnosi z tym, że kradnie, przeciwnie. Nawet jak się takiego złapie za rękę, to on będzie mówił, że „to nie jego ręka!” Zatem, przynajmniej na razie pozostaje nam (jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało w tym kontekście) uwierzyć na słowo, że nie wierzący nie kradną.

Kto zatem kradnie? Na pierwszy rzut oka, drogą eliminacji, zostają nam wierzący. Na potwierdzenie ateiści mogą podać statystyki wyznaniowe z zakładów karnych. Dominującą grupą wśród skazanych za kradzieże, włamania czy rozboje są tam oczywiście katolicy. W sumie nic dziwnego w kraju, w którym większość ludzi została ochrzczona, Kościół sam z siebie nikogo nie skreśla, większość zdeklarowanych ateistów nie złożyła „aktu apostazji”, więc i w więzieniach większość ma metrykę chrzecielną. W tym wypadku ateisci chętnie przyjmują kościelne metody statystyczne i uznają tych skazańców za katolików. W innych przypadkach liczba niewierzących (wg. szacunków organizacji ateistyczno-agnostycznych) wzrasta do 20 czy tam 40% społeczeństwa (ale nie w więzieniach, o nie! Tam katolicy, bo ochrzczeni).

Praktycznie nie posiadamy narzędzi do zbadania czy wykrycia wiary u złodzieja, ale możemy próbować, choćby przez analogie.

Obecnie modne jest tu i ówdzie montowanie atrap alarmów czy atrap monitoringu. Na czym opiera się skuteczność takiego zabezpieczenia? Cóż… jedynie na wierze. Nie w sensie Wiary w Boga, ale w tym, że złodziej uwierzy, iż może uruchomić alarm lub, że jest obserwowany przez monitoring. W pewnym sensie jest to czynnik odstraszający, a już z pewnością wierzą w niego nabywcy takich atrap. O proszę, znowu wiara, tym razem wierzącym jest nabywca, np. właściciel sklepu montujący atrapę alarmu. Jego wiara w skuteczność atrapy skłoniła go do takiego działania. Albo inne zjawisko, słyszeliście o „żyłach wodnych”? Na pewno słyszeliście. Są tacy ludzie, ze specjalnymi różdżkami, którzy wykrywają żyły wodne w domach. Jak np. na takiej „żyle” znajduje się łózko, to człowiek nie może normalnie spać, ma koszmary, nie wysypia się, choruje i w ogóle wszystko najgorsze. Dlatego często po wizycie takiego różdżkarza ludzie robią przemeblowanie. Najśmieszniej było w jednym odcinku „Usterki”, w którym ekipa sprawdzała różdżkarzy. Wszyscy bezbłędnie wskazywali, że „żyła” jest pod łóżkiem. W sumie bez znaczenia było to, gdzie ekipa ustawiła łóżko. Pomimo, że numer z żyłami (i innymi bioenergiami) to bzdura, na dodatek łatwa do zdemaskowania, to i tak ludzie w „istotnej liczbie” w to wierzą i gotowi są z powodu tej wiary przestawiać meble.

Zatem musi być dla nas jasne, że wiara (nawet jeśli nie w Boga), może skłonić człowieka do podjęcia lub zaniechania jakiś działań. Dobrym zobrazowaniem może być przykład z przewodami wysokiego napięcia. Takie przewody nie muszą znajdować się pod napięciem, żeby nikt nie chciał ich dotykać. Wystarczy, że człowiek wierzy, że tam płynie prąd, a już woli się nie zbliżać. Mało kto (o ile ktokolwiek) chce to sprawdzać na własnej skórze. Nawet „elektryczni agnostycy”, którzy są zdania, że „nie wiadomo, czy przewód jest pod napięciem, może jest, a może nie jest”, wolą go nie dotykać. Przez analogię można przyjąć, że dla człowieka wierzącego (w rozumieniu chrzescijańsko-katolickim), Bóg, piekło, niebo są równie realne jak wspomniana elektryczność (można też wspomnieć o „prawie karmy” itd. itp, ale łatwiej nam będzie poruszać się w kręgu dogmatów katolickich, tym bardziej, że to Kościoła Katolickiego dotyczy akcja Fundacji). Zatem jak to się stało, że przykładowy złodziej, dajmy mu staropolskie imię Sławomir, kradnie, pomimo, że jest katolikiem? Przecież za to może trafić do piekła, a to gorsze niż porażenie prądem, którego raczej unika. Przecież Jezus go widzi, jego nie oszuka. Mamę oszuka, policje czy sąd też czasem oszuka, ale Jezusa nie oszuka. Kara będzie wymierzona na 100% i nawet jeśli Ty czytelniku, jesteś niewierzący, to dla Sławomira (zakładając, że naprawdę jest wierzący) piekło jest tak realne, jak dla ciebie krzesło na którym siedzisz. Być może odpowiedzią jest to, co na swojej stronie podaje Fundacja „Wolność od Religii”: „W Polsce mieszka istotna liczba osób o światopoglądzie ateistycznym, agnostycznym, sceptycznym, czy ogólnie mówiąc laickim.” No tak! Jeżeli jest to istotna liczba, to takie osoby mogą być również wśród złodziei, taką osobą może być nasz przykładowy Sławomir. Człowiek, którego ochrzczono wbrew jego woli, później zaprowadzono do I Komunii, nieświadomego, tego co czyni, następnie przyjął bierzmowanie „bo co babcia powie, albo co będzie jak będzie chciał ślub?” Ostatecznie jednak pozostaje osobą o światopoglądzie ateistycznym, agnostycznym, a w najlepszym razie jest agnostykiem ogólnie mówiąc, prowadzącym laicki tryb życia. Tym samym, wśród złodziei mogą być ateiści, nawet w całkiem istotnej liczbie. Czy w tej grupie są też propagatorzy ateistycznej akcji billboardowej? Nie wiemy, pozostaje nam wierzyć na słowo, że nie ma. W końcu sami mówią, że nie kradną, kto mógłby o tym wiedzieć lepiej?

Sami też sprzeciwiają się złodziejstwu na większą skalę. Cytuję ponownie wspomnianą już Fundację, która chce się włączyć w „protest przeciwko finansowaniu z budżetu państwa i obecności religii katolickiej w publicznych przedszkolach i szkołach. Nasz sprzeciw budzą zarówno mechanizm finansowania jak i brak realnego wyboru fakultatywnych zajęć”. Do tego należy jeszcze dodać utrzymywanie z państwowej kasy kapelanów np. w szpitalach. Ateiści wyrażają w związku z tym świeckie oburzenie, że ktoś z ich pieniędzy finansuje coś, z czym się nie zgadzają. Normalnie ktoś ich okrada! Tak, wielu mówi o tym wprost, nazywając to złodziejstwem. W sumie sporo w tym racji, ale ale, dlaczego tylko takie złodziejstwo chce zwalczać Fundacja? Co z pomysłami finansowania z budżetu innych rzeczy? Np. ratowania banków-bankrutów, dofinansowania antykoncepcji, finansowania partii (w tym tych o światopoglądzie laickim) czy dopłatami do in vitro? Jeżeli uczciwy ateista, deklaruje, że nie kradnie, a zdaje sobie sprawę, że zabieranie komuś pod przymusem pieniędzy i przekazywanie ich na coś, z czym ta osoba ewidentnie się nie zgadza, ani z tego nie korzysta, jest de facto złodziejstwem, to dlaczego chce w tym rozboju uczestniczyć? I jeszcze będzie się obnosił, że „nie kradnie”? No wyjątkowa zuchwałość. Prawie jak zwyczajny rabuś, który wyciągając nóż mówi „dawaj kasę”, a później przed sądem się tłumaczy: „nie ukradłem, sami oddawali portfele!” W każdym razie twórcy tej ateistycznej akcji nie są konsekwentni, chcą zwalczać tylko niektóre formy złodziejstwa, a inne najwyraźniej im nie przeszkadzają. To stawia pod znakiem zapytania wiarygodność ich deklaracji „nie kradnę”, nawet, jeżeli to forma odwetu na zasadzie: „Kościół bierze kasę na kapelanów, to my weźmiemy na kondomy!”

 

Teraz warto się zastanowić, dlaczego Kościół bierze udział w wyszarpywaniu kasy z budżetu i dlaczego hierarchowie opowiadają się za zwiększaniem ich udziałów, np. słyszałem, że niektórym by pasowało, żeby Kościół miał swoją działkę w podziale łupu w postaci podatku dochodowego.

Przyczyn może być kilka. Począwszy od braku świadomości, że to coś złego. W końcu państwo bierze pieniądze praktycznie za wszystko, planuje się nawet podatek „od deszczu” i tylko brakuje, żeby opodatkowali powietrze. Wszyscy też szarpią z tego wspólnego worka, ile kto może, pod siebie, to i Kościół gra w tą grę (chociaż od organizacji, która ma stać na straży moralności, w tym przykazania „nie kradnij”, oczekiwałbym bardziej zasadniczej postawy, np. odmowy udziału w łupach). Poprzez najczęstsze wytłumaczenie, że „człowiek grzeszny, słaby i podatny na pokusy”, a skończywszy na tym, że być może istotna liczba księży to też ateiści (lub przynajmniej sceptycy), traktujący kapłaństwo jako wygodny zawód. Jak kapłani nie mają wiary, to się na dobre zaczyna, naciąganie wiernych na kasę, nowe autko, kochanka i dzieci na boku oraz wszystko inne co tabloidy (i wojujący ateiści) lubią w Kościele najbardziej. Jak to inaczej wytłumaczyć, przecież wierzący ksiądz wiedziałby, że Jezus go widzi!

Może przydługi wstęp, ale zapraszam do dyskusji, tutaj, lub jak zwykle, na fb.

Znacie to?

Znany z powyższych przykładów, złodziej Sławomir, włamał się do bogatej willi, pod nieobecność właściciela. Myszkuje po salonach i sypialniach szukając kosztowności. W pewnym momencie słyszy głos: „Jezus Cie widzi…”. Przestraszył się, przełknął ślinę, ale myśli sobie „co za bzdura, wydawało mi się” i kradnie dalej. I znowu ten sam głos: „Jezus Cie widzi…” To Sławomir myśli sobie, że chyba czas na nawrócenie, szybko jednak odgonił te myśl i kradnie dalej. A tu znowu: „Jezus Cie widzi…” ale tym razem chyba juz wie, skad dobiega głos, poświecił latarka i znalazł sprawcę. W klatce dla ptaków siedziała papuga, która znowu powtórzyła: „Jezus cie widzi”. „A ty to kto?” – Pyta Sławomir, „Ja jestem Stefan, papuga” , „Co za bałwan dał papudze takie imię??” „Ten sam co nazwał dobermana „Jezus…”

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook