Komorowski odwoła EURO?

Tylko kilka dni pozostało do rozpoczęcia EURO 2012. Impreza może być jednak zagrożona przez nadgorliwość głowy państwa. Może też zostać odwołana np. w połowie. Wszystko zależy od tego, czy w razie jakiegoś nieszczęścia prezydent znowu ogłosi „żałobę narodową”.

„Simon says”

Słyszeliście kiedyś o zabawie „Simon says”? To prosta gra, której historia może sięgać nawet czasów starożytnych Rzymian. W skrócie wygląda to tak, że jedna osoba jest Simonem, a reszta robi to co Simon mówi. Najwyraźniej rządzący lubią się w nią bawić także dziś. Np. mówią „przestawcie zegarki o godzinę” i ludzie przestawiają. Mało kto zapyta o sens tego idiotyzmu. Innym razem „Bronek mówi: przeżywamy żałobę” i jest żałoba. Opuszczone flagi, odwołane imprezy. Nie do końca ma rację ten, kto twierdzi, że nadużywanie „Żałoby Narodowej” zaczęło się za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. To fakt, że św. pamięci prezydent ogłaszał ją zbyt często, już nawet z powodu większego wypadku autokarowego. W ten sposób pomniejszał znaczenie i wymowę samej „Żałoby Narodowej”. Jednak to Aleksander Kwaśniewski ogłosił „Narodową Żałobę” po powodzi w 1997 roku, w której wyniku (poza ogromnymi stratami materialnymi) zginęło 56 osób. Dużo. Ale mniej niż statystyczna liczba utonięć w lipcu. Proszę zwrócić uwagę, zginęło mniej ludzi niż zwykle, a prezydent ogłosił żałobę. W 2010 roku, w jeden „czarny weekend” utonęły 42 osoby, a Żałoby Narodowej nie było. To przecież prawie 3 razy więcej niż liczba ofiar katastrofy pod Szczekocinami.

Wypadki i katastrofy niestety są codziennością, o większość z nich nawet nie słyszymy, nie zdajemy sobie z nich sprawy. Z powodu tych, o których wiemy tez nasze życie nie zamienia się w żałobę. Człowiek czuje ból, stratę, przezywa żałobę, wtedy gdy czuł emocjonalny związek z osobą, która odeszła. Do katastrofy drogowej czy kolejowej może dojść codziennie. Przecież nie tak dawno nagrodzono maszynistę, którego reakcja pozwoliła uniknąć katastrofy, a w wypadku autokaru Świadków Jehowy ucierpiało kilkadziesiąt osób. Stan PKP jest fatalny, podobnie jak stan dróg, na których dochodzi do szaleńczych wyścigów. Kolejny wypadek masowy, to kwestia czasu. Pytanie, czy ma sens ogłaszanie „Żałoby Narodowej” z powodu każdej katastrofy komunikacyjnej w której zginie kilkanaście osób na raz? Czy ta śmierć jest w czymś inna, lub gorsza od wypadku, w którym giną 2 czy 3 osoby? Czy gdyby ofiarą śmiertelnego potrącenia pieszego, był syn ministra Gowina, to pan minister też chciałby „Żałoby Narodowej”?

Znieczulica?

Pewnie niejeden czytelnik pomyśli, ze dopadła mnie jakaś znieczulica. Nie o to chodzi. Zdaję sobie sprawę z ogromu tragedii na drogach, na których co roku ginie nam w Polsce „małe miasteczko”. Staram się wspierać wszelkie akcje promujące bezpieczeństwo drogowe, propaguję kursy pierwszej pomocy, wszystko p o to by ofiar było jak najmniej. Znajomym rozdaję opaski odblaskowe (szczególnie gdy wiem, ze nieraz wracają skądś w nocy, poboczami), żeby chociaż w ten sposób ich chronić. Problem w tym, że człowiek by zwyczajnie zwariował, gdyby po każdym śmiertelnym wypadku w Polsce miał odczuwać 2 dni żałoby.

Komorowski odwoła EURO?

Niestety ryzyko masowego wypadku będzie większe podczas EURO 2012. Na naszych (i Ukraińskich) nieprzygotowanych drogach, w kraju bez autostrad, pojawią się liczne pełne autokary. Część z kierowców pewnie nie jest gotowa na „wojnę” panująca na polskich drogach.  Służby ratunkowe zdają sobie z tego sprawę, przygotowują się, ćwiczą takie scenariusze. Co w przypadku, gdy w katastrofie drogowej, np. przed meczem otwarcia zginie 16 czy 26 osób? Prezydent Komorowski odwoła EURO? Przecież po katastrofie pod Szczekocinami ogłosił „Żałobę”, co wiązało się między innymi z odwoływaniem imprez sportowych. Czy wtedy okaże się, że ofiary jednych katastrof są godniejsze „Żałoby” od innych? Co wtedy powie minister Gowin? Przypuszczam, że skończy się wtedy na „minucie ciszy” przed meczem i czarnych opaskach zawodników. Pozostaje tylko liczyć, że będziemy mieli szczęście i do żadnej katastrofy, drogowej czy kolejowej nie dojdzie. Szczęście, bo to kwestia szczęścia, a nie dobrego przygotowania…

Kolejna groźba, która może zakłócić EURO, to zamach terrorystyczny, niestety też możliwy i rozważany w scenariuszach ćwiczonych przez policję i służby ratunkowe. Na Ukrainie już nawet doszło do zamachu. Nie wiadomo jeszcze kto i dlaczego go dokonał, ale na szczęście nasze ABW szybciutko ogłosiło, że to nie oznacza żadnego zagrożenia dla Polski. Ufff, odetchnąłem z ulgą.

Przy czymmusze tu zaznaczyć, że  jest dla mnie bardzo dyskusyjne, czy z powodu ataków terrorystów należy kiedykolwiek ogłaszać „Żałobę Narodową”. Tak naprawdę skutki zamachów są stosunkowo niewielkie, główna siła terrorystów tkwi w psychologicznych efektach, w zastraszeniu. Nawet popatrzmy na ten słynny zamach na WTC, czym on jest w porównaniu do nalotów dywanowych? Drobiazg, a jaki efekt psychologiczny? „Ameryka atakowana” itd! To przekaz medialny i ogłaszanie „Żałoby” potęguje efekt zamachów. Jakże muszą się cieszyć terroryści, którym uda się spowodować „Żałobę” i efekt zastraszenia około 40 milionowego kraju, tylko dzięki temu, że zabili np. 4 osoby na raz. Obawiam się, że w razie zamachu prezydent Komorowski nie pójdzie takim tokiem rozumowania, za to szybciutko ogłosi „Żałobę”…

 

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook