Samorządowcy zniechęcają młodych

W tym roku byłem na wszystkich zebraniach w Dzielnicach i Osiedlach. Na jednych zainteresowanie było niewielkie. Przychodziły nieliczne, w większości starsze osoby. Za to na inne zebrania licznie zmobilizowali się młodzi mieszkańcy.

Krościenko

Serię zebrań rozpoczęło Krościenko Niżne. Z roku na rok frekwencja jest tam coraz niższa. Tym razem przyszło zaledwie 27 osób, w większości starszych. Niektórzy radni i urzędnicy wydawali się tym szczerze zatroskani. Nic dziwnego, lokalna demokracja w Krościenku Niżnym zwyczajnie wymiera. – Jak tych ludzi zabraknie, to kto przyjdzie? – z troską w głosie, nad problemem pochylał się jeden z miejskich rajców. Zastanawiano się jak by tu zachęcić młodych, żeby angażowali się w sprawy swojej Dzielnicy/Osiedla, żeby tez przychodzili na zebrania, włączali się w działaność Rady.

 

Polanka

Zupełnie inaczej było w Polance i Suchodole, gdzie przybyło po 128 mieszkańców, w tym bardzo liczni młodzi ludzie.

W Polance wybrano niemal zupełnie nową Radę. W jej skład weszło wiele młodych osób. Najmłodszy radny ma 22 lata, najstarszy jest tuż po pięćdziesiątce! Nowa rada wybrała zarząd, w tym na przewodniczącą panią Anetę, która w wyborach do rady uzyskała największe poparcie mieszkańców.

I co? Już zaczyna się zniechęcać młodych. W efekcie pani Aneta złożyła rezygnację. Powód? „konflikt etyczny”. Zdaniem urzędników „nie powinna” pełnić tej funkcji, bo sama pracuje w Urzędzie Miasta, co może być powodem „konfliktu interesów”. Do tej pory pracownicy UM często zasiadali we władzach dzielnic i osiedli, chociaż chyba nigdy jako przewodniczący zarządu.

Czy jednak nie należało powiedzieć o „możliwym konflikcie” przed wyborami? Albo najlepiej zmienić statut, żeby nie dochodziło do takich sytuacji?

Ja całkowicie zgadzam się co do zasady, że pracownicy urzędu nie powinni zasiadać w Radach i Zarządach Dzielnic i Osiedli. Jednak to należało ująć w statucie, jeszcze przed ogłoszeniem wyborów. Komisja Statutowa tego nie ruszyła przez cztery lata!

Niestety, młodzi ludzie na początek swojej działalności w Dzielnicy napotykają na podważanie swoich wyborów, dokonanych demokratycznie i co należy podkreślić, w zgodzie z obowiązującym statutem! Miejmy nadzieję, że to ich całkiem nie zniechęci, bo z tego co wiem mają dużo zapału i nowych pomysłów. Mogą pokazać, że rada dzielnicy to nie tylko formalna reprezentacja („która przecież nic nie może zrobić”), jak to często do tej pory bywało.

 

Grota-Roweckiego

Co ciekawe, żadnego „konfliktu interesów”, ani „etycznego problemu” nie ma na Osiedlu Grota – Roweckiego, gdzie po raz kolejny przewodniczącym został radny Rady Miasta, pan Stanisław Czaja (z popierającego prezydenta Klubu Samorządowego). Tym razem sytuacja jednak trochę się zmieniła, pan przewodniczący jest jednocześnie szefem Komisji Rewizyjnej Rady Miasta, która ma za zadanie kontrolę zarządów Dzielnic i Osiedli. W efekcie pan przewodniczący będzie kontrolował sam siebie. W tej sprawie z zapytaniem do prezydenta zwracało się dziesięcioro radnych. Problemu nie ma, mimo to, że z trzech zadanych pytań prezydent odpowiedział tylko na jedno. Szczęśliwie pozostali członkowie komisji rewizyjnej odmawiali gdy zgłaszano ich kandydatury do rad Dzielnic i Osiedli, a pani radna Bazan odpadła w głosowaniu. Ewentualny problem „samokontroli” w tej kadencji dotyczy zatem tylko jednej osoby.

 

Suchodół

Konflikt interesów pomiędzy radnymi miejskimi startującymi do rad dzielnic i osiedli, a interesem „zwykłych mieszkańców” stał się widoczny wyraźnie na zebraniu w Suchodole.

Tam również na zebranie przybyli licznie młodzi ludzie. Jednak nie dopuszczono ich do zgłaszania kandydatur do rady! Prowadzący zebranie członkowie dotychczasowej rady (a zarazem Klubu Samorządowego) udzielali głosu wedle uznania, to znaczy samym sobie, często z pominięciem osób zgłaszających sią wcześniej. Następnie na wniosek z sali przegłosowano zamkniecie listy kandydatów, pomimo tego, że nadal wiele osób się zgłaszało. Wcześniej przewodniczący uspokajał, że „każdy będzie mógł zgłosić kandydatów”, wystarczy zaczekać. Tym samym usprawiedliwiał uznaniowość w wyznaczaniu mówców. Warto tu wspomnieć, że wedle Statutu kandydatów do rady może zgłosić każdy mieszkaniec dzielnicy, a sama lista jest nieograniczona. Z tego powodu w obronie statutowych praw mieszkańców złożono protest wyborczy. Prezydent Krosna jednak go odrzucił. Tym samym prezydent dał przyzwolenie na to, że jednak nie każdy ma prawo zgłaszać kandydatów i na ograniczanie listy. Statut teoretycznie przewiduje możliwość prowadzenia kampanii wyborczej przez kandydatów. Tylko w jaki sposób, jeżeli wedle najnowszych (acz karkołomnych) interpretacji statutu, nikt nie ma gwarancji, czy w ogóle zdąży zgłosić kandydaturę? Warto tu chyba zaznaczyć, że sprawa faktycznie dotyczyła konfliktu interesów, pomiędzy radnymi popierającymi prezydenta, a „zwykłymi mieszkańcami”, którzy też przecież chcieli zgłosić swoich kandydatów. I uwaga, teraz, jeżeli ktoś złoży skargę na działalność prezydenta w tej sprawie, to zostanie ona rozpatrzona między innymi przez radnych, których interesy pan prezydent (zapewne niechcący), obronił, odrzucając protest. Etycznego problemu oczywiście nie ma.

 

Zero zdziwień

W Krościenku młodzi nie przyszli na zebranie i to było złe. W Suchodole przyszli, ale nie dopuszczono ich do głosu i to było dobre? Szanowni państwo, ci sami ludzie, którzy narzekali w Krościenku, że młodzi nie chcą przychodzić na zebrania, teraz uważają, że w Suchodole było wszystko w porządku!

Przepraszam bardzo, po co mają przychodzić? Tylko po to, żeby przyklaskiwać Samorządowcom, którzy od kilkunastu lat przyspawali się do wszelkich możliwych stanowisk? Cztery lata temu mieszkańcy Suchodołu „skreślili” pana Burka. Nie chcieli go w Radzie Dzielnicy. Mimo to koledzy z Klubu i tak wciągnęli go na przewodniczącego Zarządu Dzielnicy. Wszystko zgodnie ze Statutem (który zresztą sami sobie uchwalili). Ciekawe pojęcie Samorządu, prawda? Nikt też nie dopatrzył się w tym „problemu etycznego”.

Często na zebraniach mam wrażenie, że przychodzą na nie „sami swoi”, czyli ludzie, którzy dobrze wiedzą, kogo wybrać na kolejną kadencję. Wrażenie to potęguje fakt, że na kilku osiedlach plakaty informujące o zebraniu mieszkańców zostały bardzo szybko zerwane. Owszem, czasem ktoś zrywa plakat, to się zdarza. Ale żeby konsekwentnie, ze wszystkich tablic znikał akurat ten? Czyżby komuś zależało, żeby nie przyszedł nikt „z zewnątrz”?

 

Ktoś się jeszcze dziwi, że przy takich praktykach lokalny samorząd „wymiera”?

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • habrat 9 czerwca 2011 Odpowiedz

    Zgoda.

    Pewna grupa ludzi cały czas pracowała, by młodych zniechęcić do społecznego dzialania.

  • Zenon 9 czerwca 2011 Odpowiedz

    U mnie na osiedlu (wiezowce) nie widziałem plakatów o zebraniach.

  • Piotr 16 listopada 2013 Odpowiedz Author

    Warto zaznaczyć, że po tych wyborach w Suchodole powtórzono stary numer: Przewodniczącym Zarządu został pan Kubit, skreślony w wyborach (mieszkańcy nie chcieli, żeby ich reprezentował).
    W sprawie samych wyborów do Rady Dzielnicy złożona została skarga na działalność prezydenta. Rada Miasta odrzuciła ja, w tym głosami radnych bezpośrednio zainteresowanych utrzymaniem wyników wyborów. Panowie radni z Suchodołu nie uważają za niestosowne tego, że głosują we własnej sprawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook