Rząd rżnie głupa – podatki

Jak Donald Tusk mówi, że obniży podatki, to mówi, a jak mówi, że podniesie podatki, to podniesie.

„Naczelną zasadą polityki finansowej mojego rządu będzie w związku z tym stopniowe obniżanie podatków i innych danin publicznych. Dotyczy to i musi dotyczyć wszystkich. I tych mniej zamożnych i tych bogatszych. Wszyscy mają prawo do tego, aby państwo przyjęło wreszcie kierunek na obniżanie podatków i danin publicznych. Będziemy prowadzili tę politykę rozważnie, to musi być rozważny marsz. Ale chcę, aby to był marsz zawsze w jednym kierunku, zawsze w kierunku niższych podatków i zawsze w kierunku rezygnacji z nadmiernych, często zbędnych danin publicznych, jakie obywatel płaci na rzecz administracji” – z expose Donalda Tuska

Słowa, słowa, słowa i na słowach się skończyło. Może nie robiłem sobie wielkich nadziei, że rząd Tuska obniży podatki, ale przynajmniej liczyłem, że nie będzie rozdymał administracji i podnosił „danin publicznych”, o których mówił Donald Tusk. Miałem okazję spotkać się osobiście z niektórymi czołowymi politykami Platformy, w tym z Janem Rokitą (gdy jeszcze był w PO i był kandydatem na premiera) czy Donaldem Tuskiem. Panowie wydawali się bardzo kumaci jeżeli chodzi o zrozumienie tematu jak redukować administrację czy dlaczego podnoszenie podatków jest szkodliwe dla gospodarki.

Wyższe podatki to nie zawsze wyższe wpływy do budżetu.

Artur Laffer, ekonomista, doradca prezydenta Raegana opracował teoretyczną koncepcję znaną jako „krzywa Laffera”. Wedle tej teorii po przekroczeniu pewnej granicy, dalsze podnoszenie podatków obniża wpływy do budżetu i działa też w druga stronę, obniżka podatków może spowodować wzrost dochodów budżetowych. Pozornie absurdalne, ale działa. Na niewielką skalę sprawdzono to w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem naszej narodowej specjalności. Za rządów Leszka Millera (SLD) obniżono akcyzę na alkohol. W efekcie wpływy do budżetu z tego tytułu wzrosły. Nawet nie dlatego, że ludzie więcej pili. Po prostu mniej opłacalne stało się hurtowe jeżdżenie na Ukrainę czy Słowację czy też korzystanie z bimbrowniczych melin. W USA przetestowano to na większą skalę za czasów wspomnianego Raegana. Znaleźli się jednak krytycy, którzy twierdzą, że to nie obniżka podatków spowodowała wzrost wpływów do budżetu, tylko, że PKB był wtedy wyższy niż w innych dekadach. No właśnie! To tak ma działać!

Wzrost opodatkowania powoduje, że firmy znajdujące się w trudnej sytuacji, „na krawędzi” – spychane są podwyżka w przepaść bankructwa. Zamykają działalność, zaprzestają płacenia podatku, a ich pracownicy wyciągają rękę po zasiłek. Inne ograniczają zatrudnienie, a jeszcze inne przechodzą w „szarą strefę” lub uciekają z biznesem za granicę. Spada PKB i spadają wpływy do budżetu, pomimo, a raczej właśnie dlatego, że podniesiono jakiś podatek.

W przypadku obniżki działa to odwrotnie. Część firm wychodzi z „szarej strefy”, inne zwiększają zatrudnienie. Jednocześnie powstają nowe firmy, których działanie staje się opłacalna przy niższych stawkach. Do tego dochodzi „kapitał zewnętrzny”, czyli zagraniczne inwestycje, które opłacalne są między innymi tam, gdzie podatki są niskie, koszty pracy niewielkie (podatek odprowadzany za pracownika to też koszt pracy). W efekcie wzrasta PKB i wpływy do budżetu.

Przy „zerowych” podatkach wpływy będą oczywiście zerowe, tego nikomu nie trzeba tłumaczyć. Istotą „krzywej Laffera”  jest przekonanie, że przy 100% podatkach wpływy również będą zerowe. Wynika to z tego, ze przy tak wysokim opodatkowaniu nikt nie podejmie się działalności gospodarczej, bo i po co? Tracić czas, siły i środki, żeby oddać cały dochód?

Rząd premiera Tuska jednak nie szuka tego optimum, woli podnosić podatki. VAT jest przerzucany na konsumenta, powoduje wzrost cen. Za tym spada popyt, osłabia się rynek wewnętrzny, część firm będzie zmuszona ograniczyć produkcję i zatrudnienie. Podwyżka nie jest duża, to i może straty będą nie wielkie. Na początek dodatkowe koszty ponieśli wszyscy przedsiębiorcy używający kas fiskalnych. Ktoś powie, że dla gospodarki to jest zysk, bo zarobili ci, co kasy obsługują. Tyle, ze równie dobrze można twierdzić, ze korzystne będzie rozbicie szyby w każdym sklepie. Przecież zarobią szklarze, prawda?

Życie zaskakuje

Gdy w 2001 roku powstawała Platforma Obywatelska wydawało się, ze będzie to formacja zmierzająca do obniżania podatków, albo, że przynajmniej nie będzie ich podnosić. To między innymi dlatego życzyłem Janowi Rokicie by został premierem, a w 2005 zagłosowałem na Donalda Tuska, a nie na śp. Lecha Kaczyńskiego. Trzeba jednak przyznać, że dla Polski, w sprawach podatków o wiele lepsze jednak okazały się rządy SLD, którego szczerze nie lubię, czy rządy PiS, po których tego się nie spodziewałem. To za czasów rządów PiS przy niemałym udziale polityków wyśmiewanego LPR obniżono nieznacznie podatek dochodowy, wprowadzono „ulgę prorodzinna” będącą de facto obniżką podatku dla milionów rodzin. Także za tego rzadu obniżono składkę rentową, będącą w istocie formą kolejnego podatku.

No, ale popieranie nowoczesnej Platformy, która przecież ma taki dobry program bo chce podatki obniżyć… Poparcie dla PO w ostatnich sondażach spada, wciąż jednak jest niewiarygodnie wysokie jak na partię, która w taki sposób odchodzi od swojego programu, od idei, wokół których powstawała.

Nie mówię tu, że popieram Kaczyńskiego. W skali wyborów samorządowych, owszem, uznałem, że należy poprzeć komitet PiS. W skali ogólnopolskiej mamy już większy wybór. Jeżeli ktoś zwyczajnie nie trawi prezesa-kaczora, to naprawdę nie znaczy, że musi głosować na Donalda. I odwrotnie, jak ktoś ma dość niedotrzymanych obietnic i kłamstw PO, to nie musi wcale z tego powodu głosować na PiS. Nieprawdaż?

Ciekawostka:

Słowa „Rząd rznie głupa” padły z sejmowej mównicy właśnie w związku z podwyżką podatków. Poseł Korwin-Mikke podkreślał wtedy między innymi, że podwyżka spowoduje wzrost cen, w efekcie za pół roku rząd będzie musiał robić korektę budżetu, bo sam za wszelkie produkty i usługi będzie płacił drożej.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Mash 22 lutego 2011 Odpowiedz

    Wszystko fajnie, tylko prawie żadne badania empiryczne nie potwierdzają związku między stopą podatkową a wzrostem gospodarczym i poziomem bezrobocia.

    Przykładem kraje skandynawskie – w Danii i Szwecji są najwyższe podatki na świecie, a jednocześnie bezrobocie niższe, niż średnia w UE (dane sprzed kryzysu mówiły o 3,5% w Danii i 5% w Szwecji ), baaardzo wysoki współczynnik aktywności zawodowej (ponad 70%), Szwecja ma też najwyższy na świecie procent osób pracujących po 55 roku życia (tylko Japońskich mężczyzn po tym wieku pracuje więcej)

    Gdy porównać dynamikę wzrostu gospodarczego Szwecji i USA (a więc o najwyższym i najniższym poziomie redystrybucji PKB), to na przestrzeni lat wyjdzie nam, że kraje te mają prawie identyczne stopy wzrostu PKB.

    Także nie warto zawsze ufać danym z prawicowych think-tanków 😉

  • Piotr Dyminski 23 lutego 2011 Odpowiedz

    No nie do końca. Nie zawsze warto ufać ludziom manipulującym danymi, żeby tylko uzasadniać wysokie podatki.
    Kraje skandynawskie są specyficzne. Podałeś przykład Danii – kraju, który jest nam mało znany i mało kto wie, że Duńczycy siedzą na ropie i gazie. Dania ma też znakomite warunki do rozwoju energetyki wiatrowej – to kolejne bogactwo naturalne. Szwedzką gospodarkę też napędzają bogactwa naturalne i fakt, że akurat to państwo ominęły zniszczenia wojenne, a wręcz odwrotnie, Szwedzi bardzo skorzystali na dostawach dla Adolfa. Inna sprawa to ulgi podatkowe w krajach skandynawskich. Z jednej strony podatki niby są wysokie, a z drugiej, realne opodatkowanie jest znacznie niższe ze względu na rozbudowany system ulg. Dlatego nie bardzo jest sens, aby podawać przykłady tych państw, chyba, że ktoś zrobiłby tam eksperyment: obniżył podatki i ograniczył ulgi. Wtedy można analizować skutek na zasadzie „przed i po”. W innym razie po co porównywać Polskę do kraju, który produkuje prawie dwa razy więcej ropy niż potrzebuje? Wzorowanie się na rozwiązaniach z Norwegii, Kataru, Wenezueli czy Arabii Saudyjskiej do niczego nas nie doprowadzi. Powinniśmy raczej patrzeć na państwa, które osiągają sukcesy gospodarcze pomimo braku bogactw naturalnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook