Kandyduję do Rady

Startuję w wyborach do Rady Miasta Krosna.

Obiektywny

Przez ostatnich kilka lat, w nawet najbardziej kontrowersyjnych sprawach starałem się zachować obiektywizm. Dążyłem do tego by w rzetelny sposób przedstawiać różne punkty widzenia, rożne strony konfliktu. Zawsze starałem się wysłuchać argumentów by następnie przedstawić je czytelnikom. Bez oceniania, bez sugerowania „kto ma rację”. Było to trudne, szczególnie wobec osób i poglądów, z którymi się nie zgadzałem. Jednak przy moim niepoprawnym idealizmie uważam, że każdy ma prawo wygłaszać swoje poglądy, a zadaniem mediów jest to przekazać, bez wyrywania z kontekstu i bez przekręcania wypowiedzi. Przez najbliższy miesiąc moje podejście zostanie poddane ciężkiej próbie. Startuję w wyborach samorządowych z komitetu Prawa i Sprawiedliwości (6 miejsce na liście w 2 okręgu obejmującym Turaszówkę, Białobrzegi, Zawodzie, os. Tysiaclecia i os. Południe jak by ktoś szukał w dniu 21 listopada 🙂 ) To czy zachowuję obiektywizm czytelnicy mogą ocenić sami. Zresztą w razie jakiś przekłamań zawsze jest możliwość rozstrzygnięcia tego w sądzie w trybie wyborczym. Tym bardziej w tych gorących tygodniach właściwie muszę zachować obiektywizm i rzetelnie przekazywać informacje.

Dlaczego startuję?

Skąd moja decyzja? To co dzieje się w Krośnie wymaga zdecydowanych działań, nie można dłużej zachować neutralności. Pewne symptomy „choroby miasta” były widoczne już wcześniej. Np. gdy planowano rondo obok Starego Cmentarza, było to jedno z tych działań, kiedy Władza występowała wobec mieszkańca z pozycji siły i przegrała. Zamiast najnormalniej w świecie się dogadać. W wywiadzie, który przeprowadziłem z prezydentem Przytockim ( To jest takie miasto ) stwierdza on, że specustawa „została dana samorządowcom, żeby te problemy rozwiązywali, a nie żeby prowadzili dyskusje, które nic nie zmieniają w rzeczywistości”, tyle, że na wspomnianym skrzyżowaniu nic się nie zmieniło! Kosztowny projekt trafił na półkę, Miasto zapłaciło, ktoś na tym zarobił, a korki jak były, tak są.

„Sprawa Hejnara” przesądziła

O wiele gorsza jednak była „sprawa Hejnara”, a w szczególności sesja w „Puchatku” wiosną tego roku. Dotarłem już do protokołu z komisji poprzedzającej tę sesję. Okazuje się, że członków Komisji wprowadzono w błąd. W efekcie Komisja pozytywnie zaopiniowała uchwałę naruszającą interesy pana Hejnara. Gdy sprawa pojawiła się na sesji, sam Janusz Hejnar przedstawił radnym dokumenty zaprzeczające temu, co usłyszeli na Komisji. Kilku radnych (oczywiście z PiS) prosiło o wyjaśnienia. Nikt nie odpowiedział na pytania, zamiast tego szybko przeprowadzono głosowanie!
To wszystko widziało kilku dziennikarzy. Nikt poza mną nie opisał tego skandalu. Podobnie żaden inny dziennikarz nie pofatygował się do sądu by posłuchać jakie oskarżenia wobec Janusza Hejnara rzucają władze miasta. To Władza złożyła zawiadomienie do prokuratury, to Władza odwołała się gdy pierwszy raz sprawę umorzono, Władza dostarczała „dowodów” i „świadków” i to Władza sromotnie przegrała. A kto za tą zabawę zapłaci? Skarb Państwa. Niebagatelne koszty poniósł też Hejnar, którego jedyną winą była chyba chęć utworzenia około 30 miejsc pracy.

Ale dlaczego z „PiSiorami” ?!

Gdy urzędującego prezydenta poparła Platforma Obywatelska powstał niesamowicie pewny siebie „front jedności”. Pojawiły się nawet propagandowe komentarze, że ktokolwiek wystąpi przeciwko tej potędze nie ma szans nawet na 5% poparcia (ktoś przyjmuje zakłady 🙂 ??). Mogłem udawać, że nie widzę co złego dzieje się w Mieście. Mogłem nawet dyskretnie popierać rządzących licząc na jakieś udziały przy podziale miejskiego tortu. Wolałem jednak zachować się fair wobec Miasta i jego mieszkańców, postanowiłem wesprzeć jedyną realną opozycję w Krośnie, czyli Prawo i Sprawiedliwość. Pojawiające się ostatnio naciski, „prośby” itp. żebym nie poruszał drażliwych dla prezydenta i jego komitetu tematów tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że postępuję słusznie. Niektórzy najwyraźniej woleliby żyć w mieście bez jakiejkolwiek opozycji, gdzie wszystkie media służą wyłącznie wychwalaniu władzy. Gdzie Władza może wywłaszczyć sobie kogo chce bez odszkodowania. Heloł! Przespaliście 1989 rok! Pobudka towarzysze 🙂 !

Decyzję o starcie z komitetu PiS podjąłem z pełną świadomością, że narażam się tym samym na ataki, liczę jednak na państwa wsparcie i poparcie w wyborach. Razem możemy zmienić Krosno.
CZAS NA ZMIANĘ!

Radny Miasta, a nie dzielnicy

Większość Radnych działa głównie z myślą o swoich dzielnicach, tam gdzie dostają głosy. Nic dziwnego, że pozbawione „swoich ludzi w radzie” osiedla na tym cierpią. Przez ostatnie lata dobrze poznałem Krosno, jego ogromny potencjał ale i problemy. Byłem na prawie każdej sesji Rady Miasta i na większości spotkań z mieszkańcami dzielnic i osiedli. Przy okazji wywiadów i rozmów z prezydentami, radnymi, urzędnikami, przedstawicielami wszelkich służb (policja, straż miejska, PSP, pogotowie itp.), szefami krośnieńskich firm, prezesami/członkami zarządów spółek miejskich, z członkami zarządów dzielnic i osiedli, przedstawicielami licznych stowarzyszeń, a także z samymi mieszkańcami poznałem różne punkty widzenia. Uważam, że z moim doświadczeniem mogę wiele wnieść do Rady. Głos na mnie nie będzie głosem zmarnowanym.

CZAS NA ZMIANĘ!

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • elKopyto 28 października 2010 Odpowiedz

    Czołem!
    Chciałbym Ci zadać pytanie- jaki jest Twój stosunek, jako kandydata na radnego, do zadłużenia naszego miasta? Narosło ono bardzo przez dwie kadencje obecnego Prezydenta Krosna, ale też powstało wiele inwestycji, chciałbym się dowiedzieć jak się zapatrujesz na tą kwestię, ponieważ w moim odczuciu to jedna z istotniejszych spraw w Krośnie.

    I od razu drugie pytanie- jakie sprawy Ty uważasz za najważniejsze w naszym mieście?

  • Piotr Dymiński 31 października 2010 Odpowiedz

    Przepraszam, w natłoku wydarzeń umknął mi ten komentarz.
    Dzięki za ciekawe pytania. Co do zadłużenia to w zasadzie zgadzam się z programem komitetu PiS (ogłoszenie będzie miało miejsce w tym tygodniu).
    W skrócie wygląda to tak, że liczne planowane inwestycje („ślimaki”, estakady, obniżanie torowiska) są nierealne finansowo. Zamiast tego zaproponujemy tańsze, ale skuteczne rozwiązania. Pan prezydent twierdzi, że jak by przez dwa lata nic innego nie robić, tylko spłacać długi, to spłaciłby całe zadłużenie Krosna…no ale tak się nie da. W godzinach szczytu miasto jest nieprzejezdne, trzeba to rozwiązać, co najmniej 2 mosty wymagają pilnego remontu, kolejne 2 wypadałoby dobudować. Trzeba uzbroić teren pod inwestycje, a rady Dzielnic i Osiedli również mają swoje, bardzo liczne i często bardzo dobrze uzasadnione wnioski. Jak zatem „nic nie robić”? A do „ślimaka” za 80 czy 100 mln to ile trzeba wkładu własnego i skąd Miasto to weźmie?

    Najważniejszym problemem Krosna jest brak pracy. Bezrobocie formalnie nie jest jeszcze wysokie, ale bardzo wiele osób stąd wyjechało. Często nadal są zameldowani w Krośnie, ale od lat ich tu nie było.
    Aby temu przeciwdziałać konieczny jest rozwój Krosna zarówno w stronę turystyki jak i przemysłu. Turystyki, bo mamy niewątpliwy potencjał pod tym względem, szczególnie gdy zaczniemy realną współpracę na tym polu z powiatem i okolicznymi gminami.

    Przemysłu potrzebujemy, bo jednak nie mamy aż takich warunków, żeby około 50-tysięczne miasto + cały powiat krośnieński utrzymywać głównie z turystyki.

    Kolejny problem to nieraz straszna „dzielnicowość” radnych. Ordynacja wyborcza sprawia, że radnemu wystarcza poparcie tylko jego najbliższej okolicy (np. kilku bloków) by zapewnić sobie ponowny wybór. Dlatego część radnych dba wyłącznie o swoje dzielnice czy wręcz ulice. Potrzebny jest rozwój miasta jako całości i ktoś kto w radzie powie wprost, że nie można faworyzować jednych osiedli czy dzielnic kosztem innych.

  • elKopyto 2 listopada 2010 Odpowiedz

    Dzięki za rzeczowe odpowiedzi, masz mojego głosa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook